synkowo

synkowo

poniedziałek, 11 marca 2013

Dwa.


Dwa lata temu o godzinie 16.40 na świat przyszedł nasz Syn. Jeśli istnieje pamięć doskonała, to taką właśnie posiadam jeśli mowa o tym dniu. Pamiętam go z każdym szczegółem, od momentu lekkich skurczy już w nocy, po dzień następny. Na śniadanie zjadłam Danio z bułką, pomalowałam paznokcie na czerwono, wypiłam kawę i nieświadoma tego, że jeszcze tego samego dnia zostanę Mamą i że od tej magicznej 16.40 moje życie zmieni się nie do poznania wraz z jeszcze wtedy nie-mężem pojechaliśmy do szpitala pewni, że to fałszywy alarm. Nasza pewność  ulotniła się jednak w sekundę po zbadaniu mnie przez ginekologa, który to stwierdził, że jest już rozwarcie i regularne skurcze i że jeszcze tego samego dnia urodzę. Byłam w  35 tygodniu ciąży. Później wszystko działo się błyskawicznie, nie-mąż pojechał po moją niespakowaną torbę, którą pakował mi na telefon, a owy telefon zgubił. A gdy wrócił, chwilę później chlusnęły ze mnie wody i skurcze były coraz mocniejsze. Rodziłam niecałe 5 godzin i o 16.40 poczułam ciepłe ciałko na swojej piersi i wybuchnęłam niepohamowanym płaczem szczęścia. To był i zapewne do końca życia najpiękniejszy dzień jaki dane mi było przeżyć. Dziś mija dwa lata od tego dnia, a ja pamiętam go, jakby był wczoraj. I za każdym razem, gdy o nim myślę, wzruszam się i marzę, by móc jeszcze kiedyś się tak poczuć, jak tamtego dnia. Mam nadzieje, że będzie mi to dane. Synku, a Tobie z okazji ukończenia drugich urodzin życzę, byś był zdrowy i szczęśliwy!



niedziela, 10 marca 2013

Progres.

Kończący się tydzień obfitował w zmiany-na lepsze. Po pierwsze ostro wzięliśmy się nad pracę z nocnikiem. Syno lada dzień skończy dwa lata, od jakiegoś czasu obserwuję Go i wiem, że potrafi już wyczuć potrzebę załatwiania się. Od kilku miesięcy wysadzany jest na nocnik po spaniu i przed kąpaniem, tudzież przy przebieraniu pieluszki i nie buntował się nigdy, że musi na nim siedzieć, choć nie zawsze owe posiedzenia kończyły się sukcesem. W tym tygodniu ruszyliśmy jednak z grubej rury i przeprowadziliśmy z Synem poważną rozmowę. Zawarliśmy układ. Zrobienie siusiu do nocniczka=jedna guma Mamba dla Syna :) Syno zrozumiał i sikać zaczął, początkowo bez wołania, lecz sukcesy były coraz częstsze. Cwaniak po paru dniach ni stąd ni zowąd przychodził czasem do mnie z głośnym wołaniem Guuma. Wtedy Matka ze stoickim spokojem i pedagogicznym podejściem przypominała Jemu, że na gumę trzeba zapracować. Jednak któregoś ranka przeżyłam niezły szok, gdy po Synowym przebudzeniu rozległ się w mieszkaniu krzyk Maamaa siiiku i Syno cudownie zasiusiał pół nocnika. Jest więc progres i to spory, wczoraj Tymek zawołał dwukrotnie i co więcej, o gumy się już nie dopomina! Drugą zmianą dość istotną dla nas w związku z Synowym pójściem do przedszkola było pozbycie się smoka. Niespecjalnie mieliśmy na to parcie, gdyż Syn używał go tylko do zasypiania lub gryzienia, gdy zęby wychodziły. Od początku starałam się zwracać uwagę na to, by ze smokiem nie spacerował bez powodu i aby za często nim Tymka nie wyciszać. Nie przekonują mnie argumenty o szkodliwości smoków, są obecnie tak produkowane, że chyba dziecko musiałby się zupełnie z nim nie rozstawać, aby miał zaszkodzić, ale sam widok dość dużego dziecka ze smokiem w buzi nie wzbudza we mnie pozytywnych odczuć. Chcąc nie chcąc dwa dni temu wieczorem Syn zmuszony został, by Lulituttik* porzucić. A powodem owych zmian było zgubienie się smoka, który pomimo rodzicowych starań do dziś się nie znalazł. Przeryłam całą chatę (a 38 m to nie za wiele do rycia :P), sprawdziłam każdy zakamarek, łącznie z grzebaniem w poszewkach od kołder i nici. Zaginął. O dziwo, obeszło się bez żadnych scen. Pokazaliśmy Synowi puste pudełeczko, w którym zawsze dumnie smok spoczywał i z nieukrywanym żalem stwierdziliśmy, że go nie ma, zgubił się, ot co! Dwa dni minęły od magicznego zniknięcia Lulituttika i jak dotąd Syn pięknie zasypiał bez niego i wieczorem i w południe. Akcję pozbywania się smoka możemy więc uznać za zakończoną sukcesem! 
Gdy już jesteśmy przy progresie, nie omieszkam się pochwalić, jaki Syno poczynił postęp w mowie. Oprócz tego, że mówi już w zasadzie wszystko, nie tylko powtarza po nas, lecz sam nazywa rzeczy, to zauważyłam, że zaczął odmieniać wyrazy! Brzmi to przewspaniale, gdy woła mnie z pokoju Maamuusiuuu! A gdy pytam na przykład czyja to zabawka, odpowiada Tymusia :)
.
*Tymkowa nazwa na smoczek


środa, 6 marca 2013

Szafa wiosenna.

Gromadzenie wiosennej szafy to czynność nadzwyczaj przyjemna! Na pierwszym miejscu listy must-have stały buty. Synowa stopa, o zgrozo, rośnie w tempie błyskawicznym. Buty zimowe Mrugały zakupione z zapasem zaczęły go cisnąć dobre dwa tygodnie temu. A gdy Syn zaczął sam mówić, że boli decyzja o kupnie butów wiosennych została przyspieszona. Przejrzałam strony wszystkich porządniejszych producentów, poczytałam, porównałam, stopę wymierzyłam i kupiłam buty firmy Emel w rozmiarze (już!) 25! Są perfekcyjne! Przede wszystkim jakość wykonania powala, baardzo dokładnie zrobione, z mięciutkiej skóry, mają bardzo przyjemny zapiętek i do tego jest z czego wybierać. Ja stawiałam na trampki zapinane na rzepy, gdyż Syno coraz częściej próbuje sam obuwie ściągać, a przed wrześniowym pójściem do przedszkola będzie to dla Niego dobra szkoła. Na pewno buty owej firmy jeszcze nie raz zagoszczą u nas, wcześniej kupowaliśmy Bartki, mieliśmy w domu kilka par, ale są zdecydowanie twardsze i do Emelków się chowają! Na drugim miejscu pilnych zakupów był zestaw wyjściowy-urodzinowy, bo nasze przyjęcie już tuż tuż! Na pierwszy ogień poszły jeansy typu slim z Next oraz H&M'owska koszula. Z wielką nadzieją, że za góra kilka tygodni Syno zrzuci rajtki i wskoczy w skarpety nakupiłam ich na zapas. Mamy więc 5 par z Next oraz dwa razy tyle ze Smyka. Korzystając z wyprzedaży w Coccodrillo, w którym ceny zazwyczaj zniechęcają nas do kupna, nabyliśmy dwie pary spodni dresowych ze ściągaczami, bo tylko takie Matka akceptuje. Fakt, jakość jest super! Po kilku praniach są wciąż jak nowe. Piżamkę i polo wyhaczyłam przy okazji szukania skarpetek. Piżamka urzekła mnie niesamowicie, a że Smyk oferował korzystny rabat, nie zawahałam się, by ją kupić. Do kompletu w Synowej wiosennej szafie brakuje tylko czapki, którą kupimy już z Synem. Choć znając Matkę, na czapce się nie skończy... Podsumowując, nasuwają mi się dwie refleksje. Pierwsza, uwielbiam kupować Synowi (bardziej niż sobie!); druga, praca w budżetówce ma spory plus w postaci trzynastki ;) !
















poniedziałek, 4 marca 2013

Nie-weekend.

Ostatni Synowy ząb nie oszczędzał go, oj nie. Gorączka zaczęła się po piątkowej wizycie na basenie, początkowo łączyłam ją z owym wyjściem, lecz szybko przestałam, gdy dołączył totalny brak apetytu i biegunka. Z dnia na dzień przez cały weekend gorączka rosła, a Syn słabł i jeść nie chciał. Zbijanie zaczęliśmy, gdy wybiło 39, ale było i 39.5. Dwie ciężkie noce czuwania, Syno jak piec, a my niespokojni. Weekend jak nie-weekend, bez odpoczynku zupełnie. Pomimo wysokiej gorączki w dzień Syn nie tracił jednak ochoty na zabawę. Dziś jednak nastąpiło jeszcze gorsze, bo choć gorączka zupełnie ustąpiła, Syno obudził się  z zakrwawioną twarzą i ku naszemu przerażeniu pierwsze słowa jakie wypowiedział to "ja zięby" (myć chciał), bo krew miał nawet w buźce. Totalne osłabienie dało się we znaki krwotokiem z nosa, który powtórzył się także w ciągu dnia. Czy ząb wyszedł, nie wiem, bo Syno za nic japy nie otworzy. Aby mieć pewność, że ze zdrowiem Tymkowym wszystko dobrze, poprosimy pediatrę o skierowanie na badania, choć na samą myśl o pobieraniu Synowej krwi mam dreszcze..



środa, 27 lutego 2013

O planach i zmianach.

Synowy nagły skok rozwojowy przerodził się w prawdziwą błyskawicę, mamy w domu rozgadanego (prawie) dwulatka, który potrafi przedstawić się imieniem i nazwiskiem, jak również powiedzieć, że na trawniku leżała KUPA :) Lubi czytać, rysować, śpiewać i codziennie rozbawia nas do łez, śmiem twierdzić, że to jeden z lepszych momentów, jakie z Nim przeżywamy. Idąc za ciosem, zdecydowaliśmy się zapisać Syna od września do przedszkola. Wierzę, że przyniesie to Jemu wiele korzyści. Choć ma w domu wspaniałą opiekę Babć, przedszkole zapewni Jemu jeszcze coś więcej: kontakt z dziećmi, naukę, zabawę, ale i szkołę samodzielności. Jako że Syno jest już bardzo świadomym szkrabem, postanowiliśmy w tym roku zorganizować sobie wspólne wakacje. Jesteśmy zwolennikami aktywnego wypoczynku, wybór padł więc na Danię. Popłyniemy we troje na niewielką wyspę Bornholm, która oprócz przepięknych widoków i piaszczystych plaż ma 240 km ścieżek rowerowych. Wynajęliśmy dom i planujemy każdy szczegół naszej wyprawy, na którą czekam z wielkim podekscytowaniem!





niedziela, 24 lutego 2013

Razem.

Pomimo dość sporego zapracowania staram się organizować Synowi czas tak,  by nie siedział tylko w domu. Aura za oknem nie sprzyja, zima wróciła ze zdwojoną siłą, więc o przyjemnych spacerach nie ma mowy. Syn transportowany jest od domu do domu, od jednej Babci do drugiej, ale mimo potwornie małej ilości czasu jaka nam zostaje do wspólnego spędzenia, udało nam się w tym tygodniu zaliczyć wizytę u kumpla, basen i las. Wszystkie trzy wywołały u Syna sporą euforię, z kumplem bawił się przednio, choć początkowo trzymał się maminej spódnicy i zdawać by się mogło, że to nie moje dziecko. Na basenie szalał i chyba miłe wspomnienia wciąż mu towarzyszą, bo dziś o 4 rano wołał Tatuś basien chlap chlap. A z lasu wyjść nie chciał, pomimo czerwonych rąk i polików. Dopiero trzecia próba wpakowania Syna do samochodu okazała się skuteczna, krzykom i płaczom nie było końca. Czekamy na wiosnę, marzymy o wiośnie!










środa, 20 lutego 2013

Przełom.

Tydzień temu nastąpił przełom, Syno zaczął mówić! Nagle! Zaczęło się niewinnie. Mówię do Męża patrząc na ścianę: Patrz, jak dziura. I słyszę jak echo dziura. Mąż mówi do mnie podaj mi laptopa. I słyszę lapopa. Póżniej poszło już jak z płatka, Tymo klepał: trzymaj, siku, pisać..Z dnia na dzień zaczął powtarzać mnóstwo wypowiadanych przez nas słów. Hitem jest jednak pytanie o imiona członków rodziny, rozpływamy się. Pytamy Syna: Jak ma na imię Mama. A On: Kajyna. Jest i Tata Ijuś, Babcie Ela i Dana. Liczenie też całkiem nieźle Jemu wychodzi. Co prawda niektóre liczby przeskakuje, ale nie zdarzyło się, by wdrapał się po schodach na klatce, nie policzywszy schodów. Tsi, ćteji, sieść i osiem wypowiada prawie perfekcyjnie ;) Sygnalizator świetlny, który Syno dostał niegdyś od Dziadków nauczył Go bezbłędnie zasad bezpieczeństwa. Mamy jedne światła w naszym mieście, ale Synu nie omieszka krzyknąć na czerwonym Nieee, a na zielonym Taaak. Gdy byliśmy na ferie w Anglii, miał większe pole do popisu, gdyż w miejscowości, w której zamieszkuje mój brat świateł pod dostatkiem, więc gdy jechaliśmy autem Niee i Taaak słychać było przez całą drogę. Synu, duma nas rozpiera!