synkowo

synkowo

środa, 23 lipca 2014

O rozstaniach.

Nadszedł czas, że przyszło nam się zmierzyć z trudnymi decyzjami. Propozycja dana nam przez Dziadków odnośnie wyjazdu z wnukami nad jezioro została przez nas przemyślana i zaakceptowana. Tydzień rozłąki. Tydzień tylko z jednym dzieckiem. Jeśli zapytać czy tęsknie-nie tęsknię. Odsypiam, odpoczywam, spędzam z córką więcej czasu niż zwykle, nadrabiam zaległości spotkaniowe. A syn? Bawi się tak dobrze, że o matce nie wspomina. Nie chce rozmawiać z nią przez telefon. Teraz jest tylko Babcia, Dziadziuś i dwóch starszych kuzynów. I nawet w trakcie mych odwiedzin zachowuje się, jakby mnie wciąż nie było. Nie jestem zazdrosna, ani rozżalona, lecz szczerze cieszę się, że jest szczęśliwy na wakacjach i że sprawdzian pierwszej długiej rozłąki oboje zdaliśmy bardzo dobrze!






piątek, 18 lipca 2014

Dziecko a dzieci.

Gdy planowaliśmy rodzeństwo dla Tymka przekonywałam Męża, że wiele się nie zmieni. Jakże się myliłam. Posiadanie dwójki dziec zmienia dużo. Kradnie czas, zmienia sposoby organizacji, przynosi wiele uczuciowych rozterek. Jest inaczej niż z jednym. Jest trudniej niż z jednym. Gdy Mąż zapragnął wybrać się na dwutygodniową wyprawę motocyklową do Rumunii, nie protestowałam. Ku zdziwieniu niejednej osoby. Nie widzę problemu w tym, by realizował swoje marzenia i kontynuował pasje. Będąc sama z dwójką zauważyłam, że doba skróciła się o połowę, a z listy rzeczy do zrobienia znikało coraz mniej pozycji. Zdarzyło mi się zasnąć wcześniej niż syn i prawie nie zorientować się, że odbyło się nocne karmienie córki. Ale ten czas sam na sam z nimi był mi potrzebny. Odpoczęłam od gotowania i do perfekcji wytrenowałam wycieczki z dwójką: do sklepów, rodziny, znajomych. Ekspresowe pakowanie wózka do bagażnika, pamiętanie o dziesiątkach niezbędników i tankowanie auta z dwójką dzieci. Matka to zdecydowanie istota wielozadaniowa.


poniedziałek, 14 lipca 2014

Dwa miesiące.

Dziś Pola kończy dwa miesiące. Ku mej wielkiej uldze, pożegnaliśmy się z kolkami. Noce piękne, a i w dzień córka w większości czasu pięknie śpi. Jest radosna, uśmiecha się do znajomych twarzy. Rośnie jak na drożdżach i waży już prawie 5 kilogramów. A ja wciąż nie mogę się nadziwić i uwierzyć, że nosiłam ją w brzuchu, a teraz jest! Taka prawdziwa, pachnąca, wspaniała!





piątek, 11 lipca 2014

Chwile.

Mówiono mi, że ślub to najpiękniejszy dzień w życiu.  Kłamano. Było piękniej. Było zdecydowanie piękniej w dniach, w których urodziłam swoje dzieci.  Gdy dostałam te zdjęcia, wspomnienia odżyły, łzy naszły do oczu, a serce zaczęło mocniej bić. Każdej, absolutnie każdej kobiecie mówić będę, że poród naturalny to cudowne przeżycie.  I że największe cierpienia świata warte są tych chwil. Pierwszego krzyku, ciepłego ciałka na piersi, pierwszej wspólnej nocy z emocjami, których się nie da opisać, bo endorfiny wciąż mocno buzują. Satysfakcji. Ogromnej satysfakcji i wszechogarniającego szczęścia. Nie da się zapomnieć tych chwil. 









wtorek, 8 lipca 2014

Znajomości.

Wydawać by się mogło, że w dorosłym życiu nie spotkają nas już nowe znajomości. Takie wartościowe, warte utrzymania. Tymczasem przez ostatnie kilka lat zdarzyło mi się bliżej poznać kobiet kilka, które są mi bliskie. Los zaskakuje. Z. to żona bliskiego mi mężczyzny. Mężczyzna ten zabrał mnie i moją przyjaciółkę nad morze w noc przed naszymi osiemnastymi urodzinami. Witałyśmy pełnoletność z butelką szampana nocą na plaży, wśród szumu fal. Beztroska przerodziła się w dorosłość, na którą tak wtedy czekałyśmy. Prawie 12 lat minęło, a mężczyzna ten nadal nie przestaje nas rozbawiać. Nie zmienia się. Zmieniają się fakty, bo mężczyzna właśnie został ojcem. A Jego żona matką. I bliską mi osobą. Połączyło nas macierzyństwo. Prawie równoległe ciąże. Narodziny naszych dzieci w odstępach 10 dni. Przeżywałam narodziny ich Synka, zapewniałam, że będzie pięknie. Było. Jest. I będzie. Tego Im życzę. Tymczasem z Z. spotykamy się, spacerujemy, mailujemy. Z przyjemnością przyjmuję zaproszenie na wieś, gdzie mieszkają. Nasz wczorajszy pobyt tam mogę opisać jednym słowem: sielsko. I choć z dwójką dzieci wracałam sama autem w burzy z piorunami i ulewie, dzień ten był naprawdę wspaniały.






niedziela, 6 lipca 2014

Park.

Leniwa rodzinna niedziela. Spacerowo-rowerowa. Spędziliśmy dzień w Parku Mużakowskim. Spacer, piknik, lody. Piękne tereny, piękny park. Choć upał trzydziestostopniowy trwał w najlepsze. Chowaliśmy się między drzewami i korzystaliśmy z tych niedzielnych wspólnych chwil. Tymek na rowerku biegowym wzbudzał niemałe zainteresowanie wśród niemieckich turystów. Pola spała w najlepsze od czasu do czasu popijając maminego mleczka. 














sobota, 5 lipca 2014

Sama.

Wizja zajmowania się dwójką dzieci w wakacje trochę mnie przerażała. Przyznam, że przeszło mi przez myśl, by w lipcu posłać Tymka do przedszkola. Zawsze to kilka godzin tylko z jednym dzieckiem. Można zaliczyć szybki spacer, zakupy, trochę chałupę ogarnąć i dopiero Syna odebrać. Perspektywa pozostania bez Babci przez dwa tygodnia, a częściowo w tym czasie także i bez Męża bynajmniej nie dodawały mi otuchy. Będę skazana sama na siebie. Dwa dni przed wyjazdem Babci Tymek dostał silnej pokrzywki. Bąble i plamy na całym ciele, spuchnięte kostki i nadgarstki, wymioty i dreszcze. Lekarz, zastrzyk, leki, zakaz wychodzenia na słońce. Babcia została z Polą, gdy my jeździliśmy do lekarza. A co byłoby, gdybym była już sama? Macierzyństwo uczy odwagi, podwójne jeszcze większej. Pakuję więc dwoje dzieci do auta i jadę do Dziadków na kawę, choć jeszcze do niedawna byłam pewna, że nie odważę się podróżować sama z dwójką.