synkowo

synkowo

sobota, 31 stycznia 2015

Planszówki.

Trudno mi uwierzyć w to, że za miesiąc Tymek skończy cztery lata. Zatrzymałam się na tym, że ma trzy. Mój trzylatek. Czteroletnie dziecko od zawsze kojarzyło mi się z dzieckiem już dużym, nie-dziecięcym. Pyskatym, poważnym. Podobnie jak trzydziestolatkowie. W głowie byli już dojrzałymi, poważnymi ludźmi. Trochę starymi. Tymczasem ani jedno ani drugie wyobrażenie nijak ma się do rzeczywistości. Tymek nadal jest beztroskim, małym, kochanym chłopcem. Miewa gorsze dni,  ale można się z nim spokojnie dogadać, umówić na coś. Jest bardzo głodny wiedzy, dużo pyta. I pragnie towarzystwa. Potrafi bawić się sam, nawet kilka godzin dziennie, ale drugie tyle trzeba poświęcić jemu naszego czasu. Ale jest to czas poświęcony w sposób niezwykle przyjemny, gdyż syn jest już na tyle dojrzały, że potrafi skupić się na grach i zabawach przez długi czas. Nie nudzi się szybko, nie denerwuje. Puzzle i książki goszczą już u nas od dawna, ale teraz poszliśmy o krok dalej. Gry. Jako dziecko uwielbiałam gry planszowe. Mieliśmy ich mnóstwo. Kilka tygodni temu będąc na obiedzie u Teściów, Tymka Babcia wyjęła 30-letni zestaw gier planszowych, by zająć nimi Tymka. Zadbany. Świetny. Jak zdjęty prosto z półki sklepowej.  Syn połknął bakcyla i nie chciał przestać grać. Zaraz po powrocie do domu rozpoczęłam poszukiwanie ciekawych gier dla 3-4 latków. Wybór planszówek jest ogromny, szczególnie dla dzieci starszych. Z maluchami jest ten problem, że powinny dobrze znać kolory i liczby, bo sporo gier tego wymaga. Tymek zna, liczy do 20, potrafi też rozpoznać cyfry do 10. Zakupiłam dwie gry: Nogi stonogi i Potwory do szafy. Obie świetne, rozwijające pamięć i uczące logicznego myślenia. Kilka dni później syn dostał w prezencie Memory, składające się z 48 elementów. Trudne. Jak się okazało, nie dla niego, bo potrafi nas w nie bez problemu ograć! Nie ma dnia bez planszówek. Bez chwil spędzonych rodzinnie. Gramy o świcie, po obiedzie i wieczorem. Czasem syn odmawia obejrzenia dobranocki, chce z nami grać. Czego jeszcze uczą gry? Uczą przegrywać. Pierwsze porażki syna nie obeszły się bez łez. Teraz znosi je dzielnie, prosząc o kolejną rundę, by się odegrać ;)



wtorek, 27 stycznia 2015

Wyniki konkursu.

Przesunęło nam się losowanie z przyczyn zdrowotnych. Dwa dni zostały Tymkowi do testów alergicznych, zabrakło tych kilku dni. Dwanaście dni bez leków i inhalacji, każdy dzień określany mianem "zwycięskiego", bo wciąż w zdrowiu. Ale tych kilku dni niestety zabrakło. Znowu kaszel przeokropny, świsty, testy po raz drugi przełożone. Inhalujemy i z duszą na ramieniu słuchamy tego kaszlu, bo ostatnim razem zwiastował on zapalenie płuc.
Tymczasem syn pomógł mi w losowaniu, a jakże. Olga, Ty jesteś tą szczęściarą ;) A raczej Twoje dzieci. Zdrowia i dla nich! Prosimy o podanie mailem adresu do wysyłki. Wszystkim dziękuję za udział w naszym konkursie! :)





środa, 21 stycznia 2015

Bo dziękować trzeba.

Wspominając dzieciństwo nie sposób nie zobaczyć w nim Dziadków. Choć miałam tylko dwoje i takich "od święta", to właśnie te spotkania pamiętam bardzo wyraźnie. Karmienie królików u Dziadka, grzanie się przy piecu kaflowym na wsi, Wigilię i ekscytację w szukaniu pierwszej gwiazdy na niebie, placki z ciasta smażone u Babci w kuchni. Słodycze, dużo słodyczy. I prezentów. Żałuję, że Dziadkom moim nie było dane poznać moich dzieci i męża. Moje dzieci swoich Dziadków mają na co dzień. Mają ich kilka dni w tygodniu. Są szczęściarzami, bo to Dziadkowie wspaniali są. Co pomagają, rozpieszczają i czasu dużo poświęcają. Co swoje plany naginają, by być z wnukami. W tym roku wspólnymi siłami stworzyliśmy z synem laurki. Uważam, że to najlepszy prezent. Taki od serca. Plakaty ściągnęliśmy dzięki uprzejmości Piwnookiej, jakże prawdziwe są te sentencje. Tymek pokolorował serce sam, resztę zrobiłam ja. Do laurek Dziadkowie dostaną zdjęcia swoich wnucząt z Instagrama






sobota, 17 stycznia 2015

Konkurs.

15 stycznia minęły 3 lata odkąd prowadzę owego bloga. Przez te trzy lata synkowo rozrosło się także o córkę. Teraz zwać się powinno 'synkowo-córkowo' ;). Jeszcze w starym roku stuknęło nam 300 postów. Świętujemy zatem urodziny bloga konkursem. Aby wziąć w nim udział wystarczy wyrazić taką chęć w komentarzu pod tym postem. W ramach nagród przygotowałam genialną książkę Grzegorza Kasdepke, którą my zaczytujemy się od dawna - Ostrożnie oraz talerzyk firmy SillyU. Chciałam, by nagrody te były uniseksowe i aby zostały należycie wykorzystane niezależnie od wieku i płci Waszych pociech. Obie nagrody przypadną jednej osobie, którą wylosujemy w przyszłą niedzielę, 25/01. 


czwartek, 15 stycznia 2015

8 miesięcy.

Wczoraj córka ma osiem miesięcy skończyła. Za drugie tyle wracam do pracy. Myśl ta trochę mnie smuci, bo czasu dla dzieci już nie będzie tyle. Tymczasem korzystam z chwil, które zostały mi z córką, dużo spaceruję i czekam na wiosnę. To myśl o niej nastraja mnie pozytywnie: o ciepłym powietrzu, kwitnących drzewach i promieniach słońca. Pola nadal pozostaje dzieckiem radosnym i spokojnym. Wynoszona przez wszystkich z rodziny i wycałowana, bo rodzynkiem jest wśród samych chłopców. A nasza kolekcja spinek powiększa się i czekam na te włosy rosnące, których na razie próżno szukać :)



czwartek, 8 stycznia 2015

Zdrowo czyli szczęśliwie.

O wartości zdrowia przekonujemy się tak naprawdę, gdy pojawiają się dzieci. Grudzień nie był dla nas łaskawy, początek stycznia także. Nie liczę już pieniędzy wydanych na leki i lekarzy, w obliczu chorób kurczący się portfel przestaje mieć znaczenie. Wtedy ważne jest tylko to, by zdrowie wróciło, by powrócił normalny rytm życia, by przestać się martwić. Wygląda na to, że wracamy do świata normalnie funkcjonujących i zdrowych ludzi. Syn, choć wciąż inhalowany, jest praktycznie zdrowy. Córce też nic nie dolega, po nawracającym zapaleniu ucha jest już spokój. O ile niczym można nazwać wychodzenie dwóch trójek w tym samym czasie. Bo katar ma przeokropny i kaszel, które nocą mocno dają jej w kość. Dopiero przy drugim dziecku zauważam, co to ząbkowanie. Ale wciąż szukamy pozytywów: bo nareszcie wyjść na spacer można, w planszówki pograć, zaplanować wspólny weekend i pomarzyć o wiośnie, która w mojej głowie już od kilku dni. 


sobota, 27 grudnia 2014

Te święta.

Straciłam wiarę w to, że te święta będą udane po synowym zapaleniu płuc i córkowym zapaleniu ucha. Wszystko na kilka dni przed Wigilią. Oboje kaszląco-smarkający. Bo czy można się cieszyć, permanentnie się martwiąc? A jednak, pomimo tych kłód rzucanych nam pod nogi na sam koniec roku, święta nasze były spokojne, radosne, udane. Były rodzinne i smaczne bardzo. Tymek przeżywał przyjście Gwiazdora, jak i fakt, że przyniósł on dokładnie te prezenty, o które prosił. Wielka to była radość. I zabawa do godzin nocnych.