synkowo

synkowo

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Te wakacje.

Te wakacje zmierzają ku końcowi. Czuć inne powietrze. Czuć nadchodzącą jesień. Wakacje te minęły mi na niezliczonej ilości spacerów, hektolitrach wypitych kaw, także tych mrożonych, setkach zjedzonych ciast, gofrów, lodów i deserów. Na spokojnych porankach i niejednokrotnie męczących wieczorach. Na rozmowach, śmiechach, wspólnych wyjazdach. Na spotkaniach. Na czekaniu na synową drzemkę w południe. Na próbie znalezienia czasu, by przeczytać choć jedną książkę. 













  

  

  

czwartek, 14 sierpnia 2014

Trzy miesiące.

Ciężko uwierzyć w upływ czasu i w zmiany, które tak błyskawicznie zachodzą. Trzy miesiące, tyle dziś kończy Pola. Rośnie, zmienia się, uśmiecha, guga. Jest dzieckiem spokojnym i jakże pogodnym. A matka? Matka jest matką spełnioną, względnie zorganizowaną. Zmądrzałam i gdy dzieci śpią w południe i ja ucinam sobie drzemkę zamiast sprzątać/gotować/prasować. Regeneruję siły, by mieć ich więcej na dalszą część dnia. Cieszy mnie każda zmiana u Poli i już nie żałuję, jak w przypadku Tymka, że wszystko tak szybko mija, bo wiem, jak piękne chwile przed nami: pierwsze kroki, pierwsze słowa, pierwsze święta we czworo. 







piątek, 8 sierpnia 2014

Lato.

To lato dało nam w kość. Zmarnowało wiele naszych dni. Uprzykrzyło życie. Egzystencja w upałach trzydziestoparostopniowych dla matki dwójki dzieci to udręka. Nie wyjdziemy z domu przed południem, bo pot się leje, a słońce aż pali. Drzemka synowa w warunkach iście afrykańskich przy zamkniętych oknach i zasłoniętych roletach, ale tylko tak można wytrzymać. Córka niespokojna. Matka mniej cierpliwa. Wszyscy spoceni, marudni, czekający na jakiekolwiek ochłodzenie. Pojawiło się i aż chciało się wyjść, biec z wózkiem, spacerować ile sił, oddychać świeżym powietrzem po deszczu. Po tym lecie przestaję je lubić.


piątek, 1 sierpnia 2014

Karmisz?

Niesamowite, że tuż po zajrzeniu  do wózka prócz pytań o płeć (nieubrana na różowo) i imię, zwykle pojawia się to o karmienie piersią. Tak, karmię. Nie jestem wielką fanką karmienia. Opowieści o więzi i wspaniałych matczynych doznaniach mnie nie dotyczą. Karmię, bo uważam, że to dobre i zdrowe dla dziecka, bo jest to nadzwyczaj wygodne, bo to nic nie kosztuje. Nic, prócz nawału, bólu, łez, które przejść musiałam na samym początku. W szpitalu kazali mi dziecko dokarmiać, lecz gdy tylko wróciliśmy do domu, postanowiłam sama swoje dziecko wykarmić. Współczuję, gdy matka nie może karmić. Dziwię się, gdy matka nie chce karmić z wyboru. Zdarza mi się karmić publicznie i już mnie to nie krępuje. I co najważniejsze, jestem dumna z tego, że karmię. Nie stosuję żadnej diety, jem wszystko, z kapustą i truskawkami na czele. Wszystkie produkty wprowadzałam stopniowo, obserwując swoje dziecko. Ale gdy słyszę pytanie o karmienie, nieustannie jestem zirytowana.





niedziela, 27 lipca 2014

Czas.

Ten czas. Gna i gna. Ucieka przez palce. Nie można złapać tych wszystkich pięknych chwil. Jak to możliwe, że syn tak mi wyrósł? Że jest taki dorosły, uroczy w swej opiekuńczości w stosunku do siostry, wołający z drugiego pokoju: Mamusia, Pola płace! I pytający w trakcie reklam lalek Barbie: A kupimy takie Poli, gdy dolośnie? Do niedawna mój niemowlak, mały synuś. Dziś już starszy brat. 












środa, 23 lipca 2014

O rozstaniach.

Nadszedł czas, że przyszło nam się zmierzyć z trudnymi decyzjami. Propozycja dana nam przez Dziadków odnośnie wyjazdu z wnukami nad jezioro została przez nas przemyślana i zaakceptowana. Tydzień rozłąki. Tydzień tylko z jednym dzieckiem. Jeśli zapytać czy tęsknie-nie tęsknię. Odsypiam, odpoczywam, spędzam z córką więcej czasu niż zwykle, nadrabiam zaległości spotkaniowe. A syn? Bawi się tak dobrze, że o matce nie wspomina. Nie chce rozmawiać z nią przez telefon. Teraz jest tylko Babcia, Dziadziuś i dwóch starszych kuzynów. I nawet w trakcie mych odwiedzin zachowuje się, jakby mnie wciąż nie było. Nie jestem zazdrosna, ani rozżalona, lecz szczerze cieszę się, że jest szczęśliwy na wakacjach i że sprawdzian pierwszej długiej rozłąki oboje zdaliśmy bardzo dobrze!






piątek, 18 lipca 2014

Dziecko a dzieci.

Gdy planowaliśmy rodzeństwo dla Tymka przekonywałam Męża, że wiele się nie zmieni. Jakże się myliłam. Posiadanie dwójki dziec zmienia dużo. Kradnie czas, zmienia sposoby organizacji, przynosi wiele uczuciowych rozterek. Jest inaczej niż z jednym. Jest trudniej niż z jednym. Gdy Mąż zapragnął wybrać się na dwutygodniową wyprawę motocyklową do Rumunii, nie protestowałam. Ku zdziwieniu niejednej osoby. Nie widzę problemu w tym, by realizował swoje marzenia i kontynuował pasje. Będąc sama z dwójką zauważyłam, że doba skróciła się o połowę, a z listy rzeczy do zrobienia znikało coraz mniej pozycji. Zdarzyło mi się zasnąć wcześniej niż syn i prawie nie zorientować się, że odbyło się nocne karmienie córki. Ale ten czas sam na sam z nimi był mi potrzebny. Odpoczęłam od gotowania i do perfekcji wytrenowałam wycieczki z dwójką: do sklepów, rodziny, znajomych. Ekspresowe pakowanie wózka do bagażnika, pamiętanie o dziesiątkach niezbędników i tankowanie auta z dwójką dzieci. Matka to zdecydowanie istota wielozadaniowa.