synkowo

synkowo

piątek, 17 lipca 2015

Wakacje.

To już ponad pół miesiąca, jak jestem "w domu" z dwójką dzieci i śmiem twierdzić, że ktoś uciął trochę dobę. A może i ciut bardziej niż trochę. Był czerwiec, jest lipiec, a za pasem i sierpień. A później brrr! wrzesień i przyjdzie czas powrócić do pracy. Może i dlatego moje pokłady cierpliwości są takie ogromne i tak przyjemnie mija nam czas, bo wciąż żyję z tą świadomością, że to moje ostatnie chwile z Polką na macierzyńskim. Rodzinne wakacje, o ile pogoda dopisze, planujemy na sam początek września, tymczasem staramy się korzystać z "lokalnych" atrakcji. W weekend spakowałam dwójkę do auta i pojechałam prawie 200 km do przyjaciółki. Sama z dziećmi. W jedną stronę dzieci spały, w drugą już nie było tak wesoło, bo Pola otworzyła Tymkowy serek, wylizała co mogła, a resztą usmarowała pół auta, fotelik i siebie, oszczędzając tylko matkę i brata, bo dosięgnąć nie mogła. A matka w tym czasie prowadziła i obserwowała wszystko w lusterko i wesoło podśpiewywała sobie James'a Bay, myśląc: A co tam, umyje się. Macierzyństwo zmienia ludzi. Nie ma rzeczy niemożliwych, wielkie problemy stają się błahymi. Człowiek potrafi się cieszyć nawet z najmniejszych rzeczy. Staje się bardziej asertywny, nabiera odwagi. Tyle dobrego daje nam posiadanie dzieci, że aż trudno opisać!







poniedziałek, 29 czerwca 2015

Bez dzieci.

Gdzieś tam kiedyś, rok temu, siedząc przy kawie z przyjaciółkami i rozmawiając o zbliżającym się roku 2015 i naszych trzydziestych urodzinach pojawił się pomysł, by wyjechać. Wyjechać w ramach prezentu. A że 2015 miał być także 15 letnią rocznicą naszej przyjaźni, okazja tym bardziej wydała się wspaniała. Niewiele później miałyśmy już bilety i wynajęte paryskie mieszkanie. I nutę niedowierzania, że naprawdę polecimy, zostawiając Mężów i Dzieci. Poleciałyśmy jednak. I był to pobyt tak wspaniały, że trudno to ubrać w słowa. Zaśmiewanie się do łez przy winie do rana, rozkoszowanie paryską aurą przy zimnym piwie w restauracji, zajadanie się świeżymi bagietkami, serami i melonami,  zwiedzanie, takie jak lubimy, z odpoczywaniem na murku czy trawie, bez pośpiechu. Mało! rozmów o dzieciach. Popołudniowe kawy z croissantami i przecudnymi drzemkami na pościeli. Wspomnienia, plany, podziękowania. Tęskniłam za dziećmi. Ale nie aż tak, by nie zostać w Paryżu jeszcze kilku dni dłużej. Wróciłam zrelaksowana, szczęśliwa, pełna sił do działania. Dzieci miały się dobrze pod opieką Babci, Taty i Cioci. A nam trzem pozostaną wspomnienia życia.

















czwartek, 18 czerwca 2015

13 miesięcy.

Córka ma skończyła 13 miesięcy. Ku naszemu zaskoczeniu, nadal nie chodzi, choć jest dużo drobniejsza niż na typ etapie był jej brat, a on od dawna już dreptał. Pola jest dzieckiem arcypogodnym, bardzo spokojnym. Pięknie je i śpi. Jest absolutnie przecudowną córką. 





wtorek, 9 czerwca 2015

Taki kawałek.

Przydałby się, oj przydał. Trawy kawałek. Własny nasz. I nie dom wielki, bo w mieszkaniu nam dobrze, lecz ten ziemi kawałek. Żeby poranne kawy i wieczorne wino na powietrzu pić. Żeby na dzieci patrzeć jak biegają i bawią się. Żeby ciepłe powietrze latem czuć. Marzymy, marzymy. A marząc cieszymy się, że póki co jest działka. Dziadków działka. Z basenem, piaskownicą. I wystarczy polną drogą z mieszkania naszego przejść, 15 minut i już jesteśmy. W Dziadkowym królestwie coraz bardziej urządzanym pod dzieci nasze. 









czwartek, 4 czerwca 2015

Idealne.

Myślę sobie, że pomiędzy różnymi sferami mojego życia, którym wiele brakuje do ideału, jest ta, która wynagradza mi wszystkie inne braki. Bycie matką i posiadanie dwójki tak idealnych dzieci. 




środa, 27 maja 2015

Wyścig.

Syn mój, to przyznać trzeba, sprawny ruchowo jest bardzo. Biega, piłkę kopie, na rowerze jeździć uwielbia. Gdy 3,5 roku miał, umiejętność takową posiadł. W tym roku jazda na rowerze zdaje się być jego ulubionym  zajęciem i zapytany po powrocie z przedszkola: Co chciałbyś dzisiaj robić? Zawsze odpowiada: Jeździć na loweze! Jeździmy zatem. We czworo lub chłopaki sami wybierają się na różne wycieczki, lecz zawsze są to dystanse ogromne, bo sięgające 10 km dziennie. Gdy więc usłyszeliśmy, że i w tym roku w naszym mieście odbywać się będzie wyścig, zaproponowaliśmy synowi, by wziął w nim udział. Och, jakże chętnie się zgodził i czekał na ten dzień! I my czekaliśmy i kibicowaliśmy całą rodziną w składzie: rodzice, czworo Dziadków, siostra, kuzyn, dwie ciocie! No publiczność była wyborowa! Syn na podium nie stanął, choć dał z siebie wszystko, lecz startując w grupie od 4 do 6 lat, szans nie miał, gdyż przeważały starszaki. Medal jednak dostał i nagrodę także, od nas mnóstwo gratulacji, podwójne lody i zabawę w wodnych kulkach. I coś jeszcze dostał ważnego. Lekcję ważną. Że przegrywanie wpisane jest w rywalizację i że nie zawsze można być pierwszym.






środa, 20 maja 2015

Rok!

Był tort przepyszny, wspaniali goście, cudowne prezenty i córka z gorączką i katarem strasznym. Było sporo przygotowań, lecz bez stresu żadnego, bo przecież przyjęcie takowe już nie pierwszy raz. Wspaniale minął nam ten dzień, choć córki samopoczucie było bardzo niepokojące. Jednak sporo rąk do noszenia przydało się! Tymek uciechę miał z prezentów siostry większą, niż ona sama. Gorączka córkowa okazała się być za dni kilka trzydniówką, która w ten sam sposób zaatakowała Tymka podczas jego przyjęcia roczkowego! Masz ci los!