synkowo

synkowo

poniedziałek, 1 września 2014

Doceniać chwile.

Są takie chwile, gdy się docenia. Rodzinę, bliskich. Gdy jest radość i wdzięczność, że są i chcą być z nami. Chrzest dziecka to dla nas przede wszystkim przeżycie rodzinne. Okazja do spotkania się naszej dużej i zgranej rodziny. Była rodzina, byli bliscy, były piękne prezenty. Była Pola, grzeczna jak zawsze. Był Mąż ze złamaną ręką, którą nieść musiał wodę święconą przez cały kościół. 












poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Relacja.

Nie pamiętam całej przespanej nocy. Nie było takiej w ciągu ostatnich kilku lat. Nie pamiętam chwili, gdy się nudziłam. Gdy snułam się bez celu, nie mając co ze sobą zrobić. Ostatnio obejrzanego filmu też nie pamiętam, kiedy to było? Zbliżam się do końca książki, tej samej od dwóch miesięcy. Dwa tygodnie temu po raz pierwszy tego lata usiadłam na chwilę na balkonie sama i wzięłam łyk piwa, bezalkoholowego. Moje dnie i noce wypełnione są opieką nad dziećmi, zabawą z nimi. Cały mój świat kręci się wokół nich i dobrze mi z tym przeokrutnie. Posiadanie dzieci/bycie matką to zdecydowanie moja bajka. A gdy widzę rodząca się relację brat-siostra, spełnienie, które mi od dawna towarzyszy, osiąga swój najwyższy punkt. 





piątek, 22 sierpnia 2014

Imieniny.

Synowe imieniny obchodzimy co roku hucznie, bo imię wybraliśmy dla syna według nas najpiękniejsze i celebrować ten dzień chcemy. Tymoteusz, nasz Tymcio, Tymeczek, Tymulek to chłopiec trzyletni, świadomy już, że święto owe ma. Od godzin popołudniowych wypatrywał gości, nie mogąc się ich doczekać. A gdy przyszli, radości nie było końca. Szarlotka chyba gościom smakowała, bo blacha poszła w mig. Monster truck zdalnie sterowany i wielka śmieciara z Wadera ucieszyły syna jak nigdy i o takie prezenty prosiliśmy, zabawkowe i takie, jakie wymarzył sobie Tymek. Prócz nich piękna bluza, idealna na jesień, a jako że syn rośnie szybko, wyprzedajemy ubrania po nim tu!






poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Te wakacje.

Te wakacje zmierzają ku końcowi. Czuć inne powietrze. Czuć nadchodzącą jesień. Wakacje te minęły mi na niezliczonej ilości spacerów, hektolitrach wypitych kaw, także tych mrożonych, setkach zjedzonych ciast, gofrów, lodów i deserów. Na spokojnych porankach i niejednokrotnie męczących wieczorach. Na rozmowach, śmiechach, wspólnych wyjazdach. Na spotkaniach. Na czekaniu na synową drzemkę w południe. Na próbie znalezienia czasu, by przeczytać choć jedną książkę. 













  

  

  

czwartek, 14 sierpnia 2014

Trzy miesiące.

Ciężko uwierzyć w upływ czasu i w zmiany, które tak błyskawicznie zachodzą. Trzy miesiące, tyle dziś kończy Pola. Rośnie, zmienia się, uśmiecha, guga. Jest dzieckiem spokojnym i jakże pogodnym. A matka? Matka jest matką spełnioną, względnie zorganizowaną. Zmądrzałam i gdy dzieci śpią w południe i ja ucinam sobie drzemkę zamiast sprzątać/gotować/prasować. Regeneruję siły, by mieć ich więcej na dalszą część dnia. Cieszy mnie każda zmiana u Poli i już nie żałuję, jak w przypadku Tymka, że wszystko tak szybko mija, bo wiem, jak piękne chwile przed nami: pierwsze kroki, pierwsze słowa, pierwsze święta we czworo. 







piątek, 8 sierpnia 2014

Lato.

To lato dało nam w kość. Zmarnowało wiele naszych dni. Uprzykrzyło życie. Egzystencja w upałach trzydziestoparostopniowych dla matki dwójki dzieci to udręka. Nie wyjdziemy z domu przed południem, bo pot się leje, a słońce aż pali. Drzemka synowa w warunkach iście afrykańskich przy zamkniętych oknach i zasłoniętych roletach, ale tylko tak można wytrzymać. Córka niespokojna. Matka mniej cierpliwa. Wszyscy spoceni, marudni, czekający na jakiekolwiek ochłodzenie. Pojawiło się i aż chciało się wyjść, biec z wózkiem, spacerować ile sił, oddychać świeżym powietrzem po deszczu. Po tym lecie przestaję je lubić.


piątek, 1 sierpnia 2014

Karmisz?

Niesamowite, że tuż po zajrzeniu  do wózka prócz pytań o płeć (nieubrana na różowo) i imię, zwykle pojawia się to o karmienie piersią. Tak, karmię. Nie jestem wielką fanką karmienia. Opowieści o więzi i wspaniałych matczynych doznaniach mnie nie dotyczą. Karmię, bo uważam, że to dobre i zdrowe dla dziecka, bo jest to nadzwyczaj wygodne, bo to nic nie kosztuje. Nic, prócz nawału, bólu, łez, które przejść musiałam na samym początku. W szpitalu kazali mi dziecko dokarmiać, lecz gdy tylko wróciliśmy do domu, postanowiłam sama swoje dziecko wykarmić. Współczuję, gdy matka nie może karmić. Dziwię się, gdy matka nie chce karmić z wyboru. Zdarza mi się karmić publicznie i już mnie to nie krępuje. I co najważniejsze, jestem dumna z tego, że karmię. Nie stosuję żadnej diety, jem wszystko, z kapustą i truskawkami na czele. Wszystkie produkty wprowadzałam stopniowo, obserwując swoje dziecko. Ale gdy słyszę pytanie o karmienie, nieustannie jestem zirytowana.