synkowo

synkowo

czwartek, 23 października 2014

Październik.

Październik był dobrym miesiącem.  W październiku braliśmy ślub.  Nie było tak słonecznie, jak tego roku, a niedługo po  przysiędze spadł deszcz i lało przez godzin kilka.  Czasem nie dowierzam nad upływem czasu.  Myślę o tym, gdy  przytulając się grzaliśmy swe twarze w słońcu nad jeziorem, siedząc na pomoście. To był luty.  Równie słoneczny, jak ten październik.  W motocyklowym obuwiu. Taka beztroska totalna.  O czym wtedy myśleliśmy? To zaledwie kilka lat, a zmiana w życiu wielka. Dwoje dzieci.  Inne życie.  Inny związek.  Bo dzieci go zmieniają.  Przewartościowują wszystko.  Są najważniejsze.  Trochę spychają relację mężczyzna-kobieta na drugi plan. I trzeba o nią chwilami walczyć. I pamiętać, że wciąż powinna istnieć.   Nic więc dziwnego, że komplement z ust męża, który usłyszałam tego października, uznałam za komplement życia. Jesteś najlepszą matką dla moich dzieci, jaką mogłem sobie wymarzyć.





piątek, 17 października 2014

Dziewczęce.

Pięć miesięcy skończyła córka ma. Rośnie nam ona i sukienek przybywa. Jeśli kupnie jakichkolwiek ubrań jestem w stanie się oprzeć, to na pewno nie sukienek. Uwielbiam sukienki. Ubóstwiam je też na dziewczynkach. Nieczęsto zdarza mi się zobaczyć takie, które mnie zachwycą. Zatem jeśli widzę, kupuję na zaś. Co cieszy w posiadaniu córki to wizja wyszukiwania tych wszystkich pięknych dziewczęcych dodatków, spinek i kokardek. Pierwsze gumki do włosów zagościły już w Polkowym pudełku i czekają na włosy! Prezent od cioci Z. Piękne! 



poniedziałek, 13 października 2014

Szczęśliwość.

Dzień zaczynam od kawy. Uśmiechem, nawet po mocno niedospanej nocy. Zapach niemowlaka i małe rączki zawieszone na szyi. Ze smutkiem mówione: Będę za tobą tęsknił w ćećkolu. Ta jesień jest przepiękna. Łaskawa pogodowo. Spaceruję godzin wiele. Rozmawiam z córką. Śpiewam jej. Cieszę się każdym promieniem słońca. Szeleszczącymi liśćmi pod nogami. Jest tak pięknie i tak spokojnie. Nigdzie się nie śpieszę. Nic mnie nie goni. Delektuję się czasem z dziećmi i bronię przed powrotem do pracy. Ale jeszcze ponad dziesięć miesięcy naszej beztroski. Aż dziesięć. 







środa, 8 października 2014

Piękne rzeczy.

Jestem wzrokowcem, to jest pewne. Tak samo jak to, że uwielbiam kupować. Idzie jesień, chłodniejszy czas. A my wciąż nie przestajemy spacerować. Wielogodzinne pobyty z córką na dworze zmusiły mnie do zakupy cieplejszego jesiennego kocyka. Kocyk uszyła mi Małgosia z Tulaków, o której już niegdyś pisałam. Mój wybór padł na zygzak w kolorze pudrowego różu, który tak lubię, a tak go wszędzie mało, w połączeniu z szarym minky. Kocyk jest cieplutki, wspaniały! Tymkowi zdecydowałam się zamówić koc do domu, syn nadal ucina sobie drzemki w ciągu dnia i to takie dwugodzinne! Dla Tymka-koc w drogę, podszyty szarą dresówką. Koc okazał się nie tylko kocem, ale także przecudną matą, na której można bawić się na całego autami! Koców przybywa i pewnie przybywać będzie, potrzebowaliśmy zatem miejsce, gdzie możemy je trzymać. Szukałam, szukałam i nareszcie znalazłam! Idealny pojemnik, który pasuje nam do wnętrza, który cieszy oko, który jest niezwykle praktyczny. 







piątek, 3 października 2014

Rozrywkowe dzieciństwo.

Swoje dzieciństwo wspominam bardzo dobrze. Gra w gumę przed blokiem, zabawy lalkami w dom i sklep z najlepszą mą wtedy koleżanką W., gra w klasy, dwa ognie, chowanego. Huśtawki, piaskownica, rower. Coroczne wakacyjne pobyty na wsi, plecenie wianków, karmienie kotków, labirynty robione w wysokiej trawie. Mogę rzec, że było beztrosko. Marzy mi się takie dzieciństwo dla moich dzieci, tyle wolności i radości. Z przerażeniem obserwuję, jak obecnie rodzice ograniczają dzieci, jak mało poświęcają im czasu, jak wiele zabijaczy czasu wprowadzają w ich życie. Pewnie trochę z nieświadomości, jak hamują dziecięcą wyobraźnię, a trochę z wygody, by dziecko samo zajęło się sobą. Moje dziecko nie dotyka naszych telefonów i laptopów, nie wie jak je włączyć, nie gra w gry i nie posługuje się samo myszką od komputera. Ogląda bajki, zawsze pod rodzicielską kontrolą i przez wyznaczony czas. Uwielbia za to przebywać na powietrzu i nawet, gdy jestem bardzo zmęczona, staram się, by z nim wyjść, by mógł pobiegać, pojeździć na rowerze, pobawić się na placu zabaw, tudzież po prostu się przejść. Chcę pozwolić moim dzieciom przewracać się, nabijać siniaki, obdzierać kolana. Chcę, choć niejeden raz serce matkę zaboli. Chcę dać moim dzieciom trochę wolności. Tymek nie chodzi ze mną za rękę. Idzie obok, czasem biegnie, ale zawsze staje, gdy proszę, by się zatrzymał. Tymek ma 3,5 roku. Od miesiąca potrafi jeździć na rowerze. Gdy przy pierwszej lekcji nauki jazdy syn wsiadł na rower i pojechał, duma moja nie znała granic. I wzruszenie. Przecież to to samo dziecko, które wczoraj leżało w bujaczku.







piątek, 26 września 2014

Takie szoł.

Gdy tylko pojawiły się plakaty w naszym mieście, wiedziałam, że to wydarzenie stworzone dla syna. Fascynacja motoryzacją trwa, a obecnie Tymek zapytany, jakie auto lubi najbardziej, odpowiada: monstel tlak! No i masz! Takie szoł miało własnie zostać przedstawione w naszym mieście. Zatem matka zebrała się i poszła, z synem i z bratankiem i nie wiem kto więcej (oni czy ja) wydawali z siebie okrzyków zdziwienia, zachwytu i chyba nawet trochę strachu! 










poniedziałek, 22 września 2014

Uśmiechnięta.

Czy coś cieszy bardziej niż uśmiech dziecka? Niż wpatrzone w nas jego wdzięczne oczęta? Córka ma skończyła cztery miesiące. Każdego dnia zadziwia mnie coraz bardziej fakt, jak spokojnym i pogodnym jest dzieckiem. Czy można mieć aż tak bezproblemowe niemowlęta? Co to w wózku lubią jeździć, płaczą tylko, gdy są głodne, śpią dużo i wszędzie, niezależnie od hałasu, nie przepadają za byciem noszonym? Noce przesypiają w swym łóżku w swoim pokoju skończywszy miesięcy trzy, by rodzice owe noce mogli mieć dla siebie? Słyszałam, och, ileż to razy słyszałam, że drugie to będzie inne. Pewnie gorsze, bardziej problemowe, bo przecież dzieci nie są takie same. A skoro z pierwszym miałam taką sielankę, to z drugim już się nie powtórzy. A jednak. Pola wita dzień uśmiechem i takim też go kończy. Śmieje się dużo i często: gdy się do niej mówi, śpiewa, gdy widzi wygłupy brata, gdy wypuści pierś po skończonym posiłku. Uwielbiam, jakże uwielbiam tę jej pogodną naturę, którą zdecydowanie odziedziczyła po mamie!