synkowo

synkowo

niedziela, 27 kwietnia 2014

Siostra.

A Mamusiu, kiedy Pola się ulodzi? Słyszę z ust syna. Niedługo Tymeczku, jak będzie bardzo ciepło. Odpowiadam. Ale psecies wcolaj było ciepło, a ona nie wysła. Otfóz buzię, zobacę cy ją połknęłaś. 

To jest dla Polusi poduska! Słyszę o świcie i czuję, jak syn wyrywa mi jaśka spod głowy. 

Pojawienie się siostry w Tymkowym świecie lada moment, więc zmian w zachowaniu syna początki. Chce się przytulać, wgramolić na kolana, mówić o uczuciach. Jakby czuł, że muszę zregenerować siły, zaczął przesypiać caałe noce, bez przerwy na toaletę. O owej regeneracji mogę zapomnieć, gdyż po kilku nocach, którym towarzyszył zachwyt wyspania się, pojawiły się skurcze, które mam co noc. Przepowiadające, bolesne, które budzą i po których nie mogę długo zasnąć. I niby czas wtedy na rozmyślanie i gładzenie brzucha, lecz dnia następnego zmęczenie bierze górę. Lecz w trakcie tych nocy myślę często, jak to będzie, gdy pojawi się niemowlę, jak to wpłynie na Tymka, czy jego pozytywne nastawienie z okresu mojej ciąży znajdzie swoje odzwierciedlenie już po porodzie. I najbardziej, najbardziej ze wszystkiego nie mogę doczekać się chwili, gdy Tymek pierwszy raz zobaczy siostrę. A wszystko to przed nami niebawem!


czwartek, 24 kwietnia 2014

Już?

Święta minęły jak z bicza strzelił, leniwie, rodzinnie, ale i z nutą stresu. Pojawiły się pojedyncze skurcze, wzmożona senność i kilka innych symptomów porodu, które dały mi do myślenia i kopniaka do działania. Pakuję zatem torbę, piorę ubranka, obserwuję każdy znak, który daje mi córka. Czuję się tak niezorganizowana jak nigdy wcześniej, robię listy i próbuję się ze wszystkim uwinąć, bo pokoik trzeba skończyć, ostatnie zakupy zrobić, fryzjera zaliczyć i na sesję fotograficzną zdążyć. W międzyczasie dowiaduję się, że druga z moich przyjaciółek jest w ciąży, euforia i niedowierzanie, że wszystkie trzy urodzimy w 2014. Siedzimy zatem na kanapie, trzy ciężarne i tematom dzieciowo-wyprawkowym nie ma końca. Mam nadzieję, że to nie już i że fakt, że urodziłam syna w 35 tc., który właśnie i teraz nadchodzi, był tylko przypadkiem, a córka zechce posiedzieć w brzuchu znacznie dłużej.





środa, 16 kwietnia 2014

Ostatnie.

Kalendarz nieubłaganie wskazuje, że zostało nam nieco ponad 30 dni. W dwupaku. I tak jak nie mogłam się doczekać, jak milion razy wyobrażałam sobie moje i córki powitanie, pierwsze spojrzenia, nasz powrót do domu, tak teraz zaczęło mi być zwyczajnie żal. Żal kończącej się ciąży. I dzieje się to wszystko ze świadomością, że to ostatnie: kopniaki, spacery z brzuszkiem, Tymka rozmowy z Polą po tamtej stronie, moje długie kąpieli, które córka lubi równie mocno jak ja. To ostatnia ciąża, inna niż poprzednia, rzekłabym, że lepsza, bardziej radosna i świadomie przeżywana. I teraz, gdy Tymek znowu choruje i jesteśmy w domu, witamy wesoło poranki wygłupami w łóżku i obserwowaniem ogromnego już brzucha,chciałabym, by czas się zatrzymał i jeszcze trochę dał nacieszyć się tym stanem.




sobota, 5 kwietnia 2014

Powrót.

Powrót do świata mogących opuszczać mieszkanie, to powrót bardzo przyjemny. Wszystko cieszy bardziej, promienie słońca, śpiewające ptaki, wiosenne powietrze. No i matka wolna, rzekłabym jak ptak, mogąca nareszcie odebrać komodę dla Poli, długo wyczekiwany stolik kawowy do dużego pokoju, pobuszować po dziecięcych i wyłowić kilka perełek. Mogąca wpakować się w pociąg i pojechać do Poznania odwiedzić współlokatorki z czasów studenckich, które niedawno zostały matkami. Wita nas 32 tydzień ciąży i zaczynam coraz intensywniej myśleć o porodzie i o przywitaniu córki. Kosz wiklinowy gotowy, obszyty, cudowny! No i Tymek zdrowy, nareszcie, po czterech tygodniach wrócił do przedszkola. Niestety z płaczem i z prośbami ogromnymi, że chce zostać w domu. Mam nadzieję, że to minie i że ponownie zaaklimatyzuje się i przestawi na system przedszkolny. 





piątek, 28 marca 2014

Wijemy.

O tym, jak bardzo pragnęłam mieć córkę, pisałam już dawno. Podczas lektury ostatniej z  książek natknęłam się na sentencję, która utkwiła mi w głowie: A son is a son until he takes a wife, but a daughter is a daughter for the rest of your life i jakże prawdziwa wydała mi się i zgodna z tym, co sama myślę o relacjach matka-syn, matka-córka. Zatem dowiedziawszy się w 17 tc., że marzenie moje się ziści, radości mej nie było końca. Później przyszło zwątpienie. I zewsząd zasłyszane, że to z USG nigdy nic nie wiadomo, że pomyłek pełno, szczególnie z dziewczynkami. No i nasz rodzinny przykład rocznego Karola, który był Zuzią. Był, dopóki nie pojawił się na świecie. Kolekcjonowałam więc wyprawkę i choć nie-różową, to iście dziewczęcą i podświadomie dziwna niepewność wciąż mi towarzyszyła. Kolejne USG i ponowne słowa doktorki: dziewczynka, także mnie nie uspokoiły. Toż to dopiero co koleżanka mi opowiedziała, że jej znajomej dziewczynka w 30 tc. została chłopcem. Ilekroć doktorka zbliżała się do dzieciątkowych narządów podczas badania USG, robiło mi się gorąco. Wiem, nie byłoby  tragedii, gdyby był drugi Syn, ale przecież ja już sobie tę moją Polę wyobraziłam, rozmawiałam z nią, myślałam o niej tyle. Pokój dla niej zaplanowałam, wózek wybrałam. Wczorajsze USG było kluczowym, bo postanowiłam uspokoić się na dobre. Córka dała mi ku temu powód, pokazując swoją buźkę, w której ujrzałam buźkę dziewczynki, mojej Poli, z moimi ustami, a słowa doktorki na pewno dziewczynka przypieczętowały ten piękny widok. I choć gniazdo wiję już od jakiegoś czasu, od wczoraj wiję je z większą radością. Album na zdjęcia już się zapełnia, album dziecka wypełnia, ubranka się zbierają i pokoik się tworzy. 




   



niedziela, 23 marca 2014

Witamy.

Pomiędzy jedną chorobą a drugą, żegnaliśmy zimę, witaliśmy wiosnę. Hucznie, gwarno, z paleniem marzanny, dźwiękiem gwizdków i okrzykami. Pożegnaliśmy też infekcję wirusową, przywitaliśmy zapalenie ucha. Od jutra zaczynami więc czwarty tydzień w domu. Całe szczęście, że czas ten mija nam przyjemnie, że dziecko, o którym pisałam zniknęło, a powrócił grzeczny Syn i znowu zagościły u nas spokój i radość. Słychać więc bez przerwy: Dobze Mamusiu; dziękuję; pseplasam, plosę. I czasem wręcz czekam, by usłyszeć słodkie: Jus się wyspałem! By posłuchać wesołych wywodów z niezamykającej się cały dzień buźki. Żadnych awantur, krzyków, wymuszania, nerwów.  A przed snem, standardowo, omawiamy z Mężem najzabawniejsze Tymkowe dialogi minionego dnia. I cieszymy się, że jest tak sielsko, niech ten stan trwa jak najdłużej!




piątek, 21 marca 2014

Miejsce.

Jak będzie wyglądał pokój Poli rodzi mi się w głowie już od jakiegoś czasu. Poszukuję komody idealnej, obmyślam kolory, szukam dodatków. Pokój ten, choć świeżo wyremontowany, nie był robiony typowo pod córkę, miał być raczej naszym pokojem, z kącikiem dla niej. W praniu wyszło, że będzie odwrotnie, będzie to pokój Poli, z kącikiem dla nas, gdyż stoi tam nasza duża szafa oraz regały na książki. Jest to jednak większy pokój, niż posiada Tymek. Główną ścianę zajmuje tapeta w pasy, zielono-beżowe, której tak czy siak bym nie zmieniła. Reszta ścian w szarości. Nie będzie różu, to jest pewne, chyba że w wersji brudnego, pudrowego, który jest ciężko osiągalny. Tylko małe akcenty zdradzać będą, że w pokoju tym mieszka dziewczynka, zbieram pomysły, zamawiam, kupuję i czekam z niecierpliwością na efekt końcowy. Największą trudność sprawiło mi jednak znalezienie materiałów idealnych do obszycia kosza mojżeszowego, o którym już wspominałam. Jestem zakochana w tym koszu, od chwili, gdy go zobaczyłam, w jego historii i piszczących kółkach. Chciałam, by materiały te były dziewczęce, ale proste. Ile godzin spędziłam szukając, nie wiem, ale na pewno sporo. Warto było, bo koniec końców znalazłam piękne materiały, z których Teściowa uszyje mi dwie wersje kolorystyczne prześcieradełka i falbanek do kosza: szary, w kwiatki oraz cudownie brudny róż w białe kropki. Tymczasem kolekcjonuję dalszą część wyprawki, o której już wkrótce i czekam i korzystam, bo zostało nam  10 tygodni w dwupaku. Czuję się wspaniale, wyjątkowo lekko, jak na ósmy miesiąc ciąży i posiadania czternastu dodatkowych kilogramów. Mam mnóstwo energii i sił do działania i chyba ten czas rekompensuje mi początek ciąży, który był nadzwyczaj ciężki i nieprzyjemny.

30tc. ;)

                                                               Główna ściana w pokoju Poli


Prawie 58 letni kosz mojżeszowy

Zdobycze materiałowe!