synkowo

synkowo

czwartek, 20 grudnia 2012

Papuga.

Syn nasz to niezły obserwator. Patrzy i papuguje. Ostatnie Synowe obserwacje nieźle mnie rozbawiły. Po pierwsze, zaczął podobnie jak ja zwijać kabel od odkurzacza stopą. Robi to z precyzją i skupieniem, a tuż po udanej akcji bije sobie brawo. Po drugie, wszedłszy kilka razy na czwarte piętro z Babcią zaobserwował, że  Babcia robi przerwy i wzdycha tudzież sapie. Nie ma co się dziwić. Siaty, torebka plus mały chłopiec trzymający się ręki nie sprzyjają bynajmniej takim górskim podbojom. Jakież było moje rozbawienie, gdy ostatnio wchodziliśmy do siebie na piętro pierwsze, a Syn przystanął i głośno sapnął. 


wtorek, 18 grudnia 2012

Po męsku.

W moim rodzinnym domu Tata to był ten dobry, od dawania prezentów, nagradzania, pocieszania. Mamie przypadało w udziale karanie i tak naprawdę wychowywanie. Chciałabym uniknąć takiego podziału, abyśmy oboje z I. przestrzegali tych samych praw i tak samo włączali się w nauczanie, ale i poskramianie Syna. Czas męsko-męski uważam za bardzo cenny. Relacja ojciec-syn jest inną niż ta matka-syn i obie powinny być skrzętnie pielęgnowane. Cieszy mnie ogromnie, gdy Chłopaki spędzają czas sam na sam. I. od dłuższego już czasu pytał, kiedy Syn dorośnie, by mógł go zabierać do lasu tudzież pod namiot. I co? Nagle okazuje się, że Syn zapytany: Chcesz jechać z Tatą do lasu? Odpowiada: Tak! Migiem pakują się, ubierają i ruszają brodzić w śniegu, odśnieżać nową łopatą sprezentowaną przez Mikołaja i zajmować się swoimi sprawami, tak po męsku! 




sobota, 15 grudnia 2012

Akcja!


Tymo w roli głównej... :)




Bliżej.

Bliżej i bliżej do Świąt, więc nareszcie nastał czas na choinkę. Lubię napatrzeć się na nią i nacieszyć jej widokiem przed Świętami, bo po nich, to już nie to samo. Dzisiejszy dzień był zaplanowany na wyprawę po choinkę i ubieranie jej oraz pakowanie prezentów. Syn chętnie asystował przy podawaniu bombek, a choinka robi na nim ogromne wrażenie. Co chwilę każe się podnosić, by mógł dotknąć lampek i upewnić się, czy aby nie parzą. Choinka stoi, pachnie i cieszy. Co do prezentów, pomysł rodziły mi się w głowie przez jakiś czas, więc Tymko zgarnie kilka rzeczy, gdyż na jedną nie mogłam się zdecydować. Są to jednak po pierwsze rzeczy przystępne cenowo, a po drugie takie, które na pewno go ucieszą. Te konkretniejsze zabawki zleciłam Dziadkom, ale też są bardzo przemyślane. Na pytanie zadane Synowi: Kto przyjdzie do Tymka jak będzie grzeczny? Odpowiada: Łała (Mikołaj=Tymkowa wersja), a na: A co Tymek chciałby dostać? Słyszymy: Ijoijo, Brumbrum i Uhhuhh. No cóż, prośby Syna będzie trzeba spełnić i zlecić Mikołajowi przyniesienie straży, samochodów i pociągu. Ale oprócz tego, zdradzę jeden z prezentów, który wymyśliłam sobie dla Syna i który sama miałam w dzieciństwie. A jest to drewniana gra, ryby z wędką. Wierzę, że Syn będzie miał sporo frajdy łowiąc ryby!






środa, 12 grudnia 2012

Atak.

Jak się okazało, Mikołaj zaatakował Syna ze wszech stron i nasz skromny prezent nie pozostał jedynym. Tymko wraz z prezentami otrzymał maximum frajdy, no bo jak można by nie cieszyć się z domku i to takiego, z wozem strażackim? Postanowiono, że domek spocznie u Dziadków (uff), bo gdyby miał zabrać nam jeszcze dwa metry z trzydziestu ośmiu, byłoby kiepsko. Przez ponad dwie godzin Syn rozkazem (tuuu!) i ciągniecie za rękę zapraszał do domku wszystkich członków rodziny. Chcąc, nie chcąc musieliśmy upchnąć tam swoje zady i siedzieć z nim, całe szczęście, że na zmianę. Pozostałe prezenty też niemniej zainteresowały Syna, układanka drewniana z pojazdami-extra! Książeczka z Mikołajem-super! Czytamy i nastawiamy Syna, że Mikołaj przyjdzie, strój już czeka w ukryciu. Zestaw znaków i świateł ulicznych posłuży nam do fajnej zabawy, gdy Synko jeszcze ciut podrośnie, na razie uczymy go, jak zachować się na światłach i całkiem nieźle już sobie radzi. 










niedziela, 9 grudnia 2012

Sanki.

Oj jeździło się w dzieciństwie na sankach, jeździło. Wiele mam fajnych wspomnień z zim, który wtedy były zimami z mnóstwem śniegu i niezłym mrozem. Spędzaliśmy z bratem na dworze sporo czasu: jeździliśmy sankami, zjeżdżaliśmy z górek, lepiliśmy bałwana, robiliśmy kulki ze śniegu. Wczoraj, gdy na dworze -7 wybraliśmy się rodzinnie na sankowy spacer z Synem, do lasu. Piękny krajobraz, Synko szczęśliwy. I ja załapałam się na zjazd  z górki na sankach, ależ to frajda! 






sobota, 8 grudnia 2012

Biedrona.

O zamiłowaniu Syna do biedronek pisałam już wcześniej, więc gdy tylko zobaczyłam wielką, świetną biedronę w Biedronce wiedziałam, że to jest Tymkowe must have. Szczerze, nie widziałam, by moje dziecko kiedykolwiek cieszyło się tak z jakiegoś zakupu, jak właśnie z tej biedrony. Gdy tylko ją złapał, trzymał mocno do końca zakupów i uśmiech nie schodził z Jego twarzy. Myślałam, że pobawi się nią dzień, dwa i pójdzie w odstawkę. Nie oszukujmy się, nowe rzeczy cieszą, ale na krótko. Myliłam się bardzo. Biedronka stała się przyjaciółką, przytulanką, pufą, poduszką i imitacją konia, na którym można jeździć.