Dziś Syn kończy trzydzieści trzy miesiące. Przestałam się już rozczulać nad upływem czasu, Tymek to duży chłopiec, odpieluchowany do ośmiu miesięcy, który za dwa tygodnie otrzyma swoje dorosłe łóżko. Nic nie zostało z niemowlaka i bobasa, którym był jeszcze niedawno. W tej wersji mówiącego, śpiewającego i rozumiejącego dziecka lubię go nadzwyczaj. Co mnie natomiast bardzo rozczula to jego dobre maniery, które bardzo szybko weszły jemu w krew. Dziękuję, plosę i pseplasam używane są na porządku dziennym. Do nas zwraca się tylko Mamusiu i Tatusiu. Przed posiłkiem siedzi z rączkami na kolanach (nawyk z przedszkola) i czeka na hasło Smacznego! Po czym najsłodszym na świecie głosikiem odpowiada: Dziękuję. I sięga po widelec. Kilka dni temu siedzimy w pokoju: ja, Tymek, Babcia Tymka. Nagle słychać głośne kichnięcie.
Tymek rozgląda się zdziwiony i pyta: Kto to był?
Na co Babcia: Sąsiadka.
Tymek: Na zdlowie sąsiadka!
Cisza. Tymek oburzony: Nie mówi dziękuję!
synkowo
środa, 11 grudnia 2013
poniedziałek, 9 grudnia 2013
Zabawa.
Sprawiając tym samym Synowi mnóstwo frajdy, Babcia postanowiła zapewnić jemu rozrywkę, jakich mało. Nie dość, że sprezentowała wnukowi domek z papieru, to jeszcze zorganizowała jego malowanie. Biorąc pod uwagę, że moje samopoczucie nie pozwala ostatnio na kreatywne zabawy z Synem, był to pomysł trafiony w dziesiątkę. Tymek w skupieniu mieszał farby, nakładał na pędzel, malował i chwalił swoje dzieło. Pięknie to wyszło. Jako, że my malowałyśmy nudno jednym kolorem, Syn wykazał się znacznie większą wyobraźnią zmieniając kolor co każdą minutę. A gdy dzieło zostało ukończone i schło, my obżeraliśmy się pyszną kokosową roladą zrobioną przez Babcię. Wielkim zaskoczeniem mej drugiej ciąży jest to, że kompletnie nie mam ochoty na słodycze. Toż to pierwsza stałam co dzień w kolejce w cukierni w ciąży z Synem. A teraz: ser żółty, ketchup, tosty! Pewnie! Ale słodkie? Od niechcenia i tylko, gdy ktoś mnie poczęstuje.
sobota, 30 listopada 2013
Płeć.
Za miesiąc poznamy płeć naszego drugiego dziecka. Nie ukrywam, że marzy mi się parka, no marzy. Choć myśl o drugim słodkim chłopcu wywołuje uśmiech na mej twarzy. Czy byłby podobny do Tymka? Czy też miałby moje usta i blond włosy? Ssak rośnie zdrowo, ma już 8 centymetrów i wciąż daje popalić. Bóle głowy, problemy żołądkowe, brak sił. Skończyliśmy pierwszy trymestr z nadzieją, że samopoczucie będzie coraz lepsze. Po przedwczorajszej wizycie u doktorki pokazuję Synowi zdjęcie z USG i mówię: Zobacz, to jest malutki dzidziuś w brzuszku u Mamusi. Twój braciszek lub siostrzyczka. Jak się urodzi, to będziemy mieć go w domku. Na co Tymek wypala: Ja chcę blaciska! Ty mozesz mieć siostzyckę!
Synu, problem w tym, że to nie są bliźnięta :>
wtorek, 19 listopada 2013
Optymizm?
Kilo mandarynek. Setki zużytych chusteczek. Gorąca herbata z miodem i cytryną. Leżę. Ciepła kołdra i cisza. Niedzielne siedmiogodzinne zakupy w IKEA z przeziębieniem wyszły mi bokiem. Rozłożyło mnie na dobre. Syn odizolowany, przedszkole, potem Babcia. Po raz kolejny przyjdzie mi przyznać, że ta ciąża mi nie sprzyja. Ssak znowu dał o sobie znać wieczornymi wymiotami, które męczą od kilku dobrych dni. I teraz choroba. Nawet mnie, życiową optymistkę, zaczyna to wszystko łamać. Powinnam teraz skręcać Synowe nowe łóżko, szukać piekarnika i oglądać z zachwytem pomalowane już wszystkie ściany. Nie mogę. Leżę i jem mandarynki. Lecz na ich zapach nie mogę się nie uśmiechnąć, za miesiąc święta! Za miesiąc przeprowadzka! Za miesiąc dowiemy się, kto gości w mym brzuchu!
piątek, 15 listopada 2013
Wpływ.
Przedszkole to świetna sprawa. Tak do niedawna uważałam. Przez dwa miesiące Syn nauczył się takiej samodzielności, jakiej nie opanował w domu przez długi czas. Bo się tego od niego nie wymagało. Potrafi sam ubrać i zdjąć buty, rozebrać się, wspaniale posługuje się widelcem. Przed posiłkiem pięknie siedzi z rączkami na kolanach i czeka na hasło: Smacznego! Śpiewa, recytuje, tańczy. Kilka dni temu Tymka zachowanie uległo jednak zmianie. Z grzecznego chłopca stał się płaczącym na zawołanie. Rzucającym zabawkami. Wpadającym w sztuczną histerię. Nie potrafiącym wysłuchać, gdy się do niego mówi. Zachowania te były zupełnie nienaturalne i od razu wiedziałam, że gdzieś musiał je wcześniej widzieć. Widział. W przedszkolu. Po rozmowie z paniami okazało się, że jest dwóch chłopców, Julek i Oliwier, z którymi nikt nie potrafi dać sobie rady. Którzy trzęsą całą grupą i wystawiają nerwy pań na próbę. Którzy nie wykonują poleceń, biją inne dzieci, urządzają histerię. Notorycznie. Gdy Tymek przyniósł grupowe zdjęcia z przedszkola wskazał ich jako dwóch, którzy go biją i są niegrzeczni. A dzieci obserwują i uczą się. Niestety. Miejmy nadzieję, że nasz wpływ i rozmowy z Synem uświadomią jemu, jakich zachowań nie warto imitować.
piątek, 8 listopada 2013
Inna.
Przeliczyłam się, mając nadzieję, że druga ciąża minie mi równie dobrze jak pierwsza. Jedna czwarta już prawie za nami, a ja wciąż nie czuję się sobą. Wymioty męczyły bardzo długo, brak sił wciąż doskwiera. Z Tymkiem w brzuchu pracowałam, biegałam, załatwiałam. Teraz energia potrafi ulotnić się w godzinę. Sterta prasowania leży trzeci tydzień, okna proszą się o umycie, a ja? Marzę, by jeden CAŁY dzień czuć się dobrze, rześko, jak kiedyś.
wtorek, 29 października 2013
Konflikt.
No i stało się. Syn popadł w pierwszy przedszkolny konflikt. Pewnego poniedziałkowego popołudnia wrócił z zębami odciśniętymi na skroni. Zębami niejakiego Maksa. Jako, że tego dnia odbierała go Babcia dowiedziałam się tyle, że chłopiec po prostu go ugryzł. Syn nie krył żalu, a męska część rodziny wydała setki złotych rad, co ma Maksowi zrobić, gdy spróbuje wbić w niego siekacze następnym razem. Były to rady typu: skopać, obić mordę, pogruchotać kości. Czyli wszystko, co mężczyzna musi zrobić w ramach samoobrony. Następnego dnia chciałam nawet zapytać Panią jak doszło do incydentu, ale ta uprzedziła mnie zaproszeniem do sali, podniosła Synową koszulkę i oczom moim ponownie ukazały się odciśnięte zęby w postaci sińca, tym razem na brzuchu. Maks znowu zaatakował. Pani wezwała pulchnego winowajcę, który bynajmniej do winy się nie poczuwał i przyczłapał z uśmiechem i nawet sroga mina Tymka i wykrzyczane jemu w twarz: "Tatuś powiedział ze jesteś niedobly!" nie zrobiły na nim większego wrażenia. Niby to tylko dziecko. Niesmak jednak pozostał. Przydałoby się jakieś słowo od jego rodziców, którzy siedzieli za mną na pasowaniu jakby nigdy nic i najwyraźniej do winy syna gryzonia się nie przyznawaii. Wiem, że gdyby było to moje dziecko, zadzwoniłabym, wyjaśniła, zrobiła konfrontację chłopców w przedszkolu i kazała przeprosić. W końcu to naruszenie cielesności. A tu nic. Cisza. A może niezupełnie. Bo Syn ostatnio przyniósł zasłyszane od Maksa nowe powiedzonko, które namiętnie do nas wykrzykuje, gdy czegoś nie chce zrobić. "Bujaj się"! Mówimy, że to brzydko, że nie wolno, że niegrzecznie. A On i tak każe nam się bujać!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


