Syno dzieci lubi. Baa, uwielbia! Sęk w tym, że obecnie przechodzi etap moje i nie rusaj. Kilka miesięcy temu nie obchodziło Tymka, że inne dziecko zabrało Jemu zabawkę, podkradło ulubiony samochodzik, wyrwało fajną książkę. Teraz sam owe zabawki, auta i książki zabiera, a i swoimi niechętnie się dzieli. Interweniuję tylko, gdy sytuacja jest podbramkowa, w pozostałych przypadkach zostawiam dzieci samym sobie, aby załatwiły takie sprawy sam na sam. Oczywiście wciąż nawijam Synowi makaron na uszy, że trzeba się dzielić, nie wolno zabierać i tak dalej i tak dalej. Myślę też, że wrześniowy start w przedszkolu naturalnie zweryfikuje Synowe samolubstwo. Zauważalne jest, że Syn szczególnie się panoszy wśród młodszych dzieci, starsze szacuje z większym respektem i śmiem twierdzić, że bardziej się do nich klei. Wśród dzieci Tymek przebywa bardzo dużo, a najbliższe miesiące przyniosą ośmiotygodniowe towarzystwo dwa lata starszego Kuzyna, to dopiero będzie radość!
synkowo
środa, 15 maja 2013
niedziela, 12 maja 2013
Miło.
Weekend minął błyskawicznie, pozostawiając miłe wspomnienia. Zapach bzu z długiej wycieczki rowerowej, smak żubrówki z sokiem jabłkowym ze spotkania z przyjaciółmi, smak placka drożdżowego z rabarbarem z podwieczorku u Rodziców. Powodów do radości było sporo, zaliczyliśmy mini-zoo, sukcesy bezpieluchowe uderzyły z grubej rury i przez pięć dni zużyta została jedna pielucha, bo się wymiętoliła, a nie zmoczyła. Po każdej nocy i drzemce ku naszej uciesze też jest sucho! Synowi wrócił apetyt, dziś nie dowierzaliśmy, gdy wchłonął miskę rosołu, a później bez specjalnego zachęcania wszamał pierś z kurczaka i dojadł ciastem. A sam Syno swoim gadulstwem rozbawiał nas wielokrotnie. Nie będąc w centrum zainteresowania, stawał po środku pokoju i poważnym głosem wykrzykiwał: Słuchajcie wśiścy! Lub wygłaszał z szelmowskim uśmieszkiem monolog typu: Tymuś jest duzy, mama jest mały, byleby tylko wejść z Nim w dyskusję i się trochę posprzeczać. Rodzinnie, wesoło i niezmiernie miło minął nam weekendowy czas!
środa, 8 maja 2013
Dorosłość.
Śmiem twierdzić, że Syn mi wydoroślał z dnia na dzień. Po pierwsze, przestał się budzić w nocy (hurraa!). Po dwóch latach przesypiam caałe noce i jest cudownie móc zawinąć się w ciepłej kołderce i z niej nie wyłazić, do czasu, gdy o 5.30, a najpóźniej o 6 da się słyszeć wołanie Mamuuusiuu, Tattusiuu. Po drugie, dzień drugi pieluchujemy Syna tylko w nocy i zdaje się, że jesteśmy bardzo blisko pożegnania się z pieluchą. Choć Syno nocnikuje się od dłuższego czasu, bo zapoznanie z Mr Nocnkiem odbył dość wcześnie, tym razem bardzo świadomie z pieluchy SAM rezygnuje. Dwudniowy trening na działce bardzo się przydał, bo choć Tymek wołał co drugie siku, po majówce któregoś dnia zaprotestował włożeniu pieluchy. Zdziwienie całej rodziny było wielkie, ale skoro Syno nie chce, to nie. Od tego czasu Tymek bryka w majciochach, siku woła, a dziś rano sam nasikał do nocnika nie zdejmując pidżamy, a siuśki poszedł wylać do klozetu. To się nazywa samoobsługa!
czwartek, 2 maja 2013
Majówka.
Podróż, odwiedziny, pół dnia biegania przez Syna, szybkie zwiedzanie pałacu-tak przebiegł nam pierwszy z majówkowych dni. Dwa kolejne spędzimy na działce u Dziadków, będzie szaleństwo w piaskownicy, podlewanie kwiatów Tymkową konewką, granie w piłkę. Chciałabym, by Syn jak najwięcej skorzystał z tych kilku dni, mnie w weekend czeka praca przy sprawdzaniu egzaminów.
środa, 1 maja 2013
Do lata.
Lato nie jest mą ulubioną porą roku, jest nią wiosna, której niestety ostatnimi laty mamy jak na lekarstwo. Z zimna momentalnie robi się gorąco, a dwudziestostopniowa wymarzona pogoda odchodzi w zapomnienie. Mróz albo upał, wybór należy do ciebie. Z dwojga złego wolę lato, do którego zaczęliśmy się już na poważnie przygotowywać. Na pierwszy ogień poszedł zakup czapek z daszkiem, do których Syn podchodzi z pewnym dystansem. Tymek to taki człek, którego na szczęście da się przegadać: No zobacz, jaki super krabek! Chcesz go założyć na główkę? I choć wcześniej zrzucał czapę z głowy, teraz najchętniej by jej nie ściągał. Krabek to czapa numer jeden, oprócz niej mamy jeszcze trzy daszki z Coccodrillo: biały, niebieski i w kratę, który świetnie chroni też szyjkę, dzięki wiązaniu jak przy chuście. W identyczny modelu Syno przechodził całe zeszłe lato. Kupując czapę z Krabem skusiłam się też na T-shirt z tej samej serii, w cudownym koralowym kolorze, choć zdjęcie zupełnie nie oddaje jego oryginalności. Przyszło też nam zacząć poszukiwać sandałów i tu, eureka, trafiliśmy na sandałki Mrugały za 49,00 zł! Gdyby nie cena, pewnie wstrzymałabym się jeszcze za zakupem, ale ten model na prawdę mi się spodobał. Sandałki są leciutki, super wykonane i bardzo zgrabne. Zaopatrzyliśmy się już także w spray ochronny dla dzieci na słońce La Roche Posay (faktor 50) oraz żel przeciw komarom OFF Junior. Jeśli chodzi o ochronę przed słońcem, postawiłam na aerozol, Syno uwielbia wszelkie psikadła. Konsystencja jest rewelacyjna, krem wchłania się perfekcyjnie, jest bezzapachowy. Syn ma bardzo delikatną skórę, więc tylko kosmetyki aptekowe wchodzą u nas w grę. Mam nadzieję, że ten spray będzie nam dobrze służył.
niedziela, 28 kwietnia 2013
Podróż.
W ramach zapewnienia dodatkowych wrażeń Synowi postanowiliśmy urządzić Jemu przejażdżkę pociągiem. Bajka Thomas and friends w wersji angielskiej, a także i polskiej jest jedną z ulubionych Tymkowych kreskówek, więc oczywistym było, że taka podróż będzie dla Syna nie lada przeżyciem. Okazja trafiła się świetna, gdyż udało nam się nabyć bilety na przejazd pociągiem retro z przedwojennymi wagonami pasażerskimi ciągniętym zabytkowym parowozem. Kurs trwał 20 minut w jedną stronę, Syno zahipnotyzowany wyglądał przez okno pokrzykując co chwilę ciuuciuuu i wołając z entuzjazmem para, para! Wyprawa połączona była z darmowym zwiedzaniem Muzeum Pożarnictwa, w którym już niegdyś byliśmy wraz z Tymkiem, ale i tym razem bardzo się Jemu podobało. Po godzinnej pieszej wycieczce, zwiedzaniu muzeum oraz przejechaniu 40 minut pociągiem Syn padł w aucie, które Mąż ledwo odpalił. Nie obudził się przez ponad 3 godziny, a gdy już otworzył oczy, dało się usłyszeć od Syna z podekscytowaniem w głosie: Thomasy były! Para! Pociągi!
sobota, 20 kwietnia 2013
Przedszkole i wieś.
Z niemałym podekscytowaniem jechałam do przedszkola sprawdzić, czy Syn został przyjęty. Udało się! Syn od września pójdzie do grupy trzylatków w publicznym przedszkolu. Potwornie się ucieszyłam i wzruszyłam, nie dlatego, że żałuję, że Syn dorósł, wręcz przeciwnie. Każdego dnia Jego rozwój coraz bardziej mnie cieszy, ale było to wzruszenie radości. Syno będzie musiał podjąć szkołę samodzielności, która na pewno przyniesie Jemu wiele dobrego. Tymczasem korzystając z wolnej soboty i ładnej pogody postanowiliśmy odwiedzić rodzinę na wsi. Życie tam rządzi się innymi prawami. Dzieci tam wychowują się inaczej. Tymkowych Kuzynów i Kuzynek nie zachwycają kury czy gołębie, nie straszne im poździerane kolana. Tymek niczym prawdziwy mieszczuch miał niepowtarzalną okazję wybrudzenia się do granic możliwości biegając kilka godzin po podwórku, okazania radości z powodu zobaczenia kur!, gołębi i papugi, która to niewątpliwie skradła jego serce. Karmienie papuga Edka podobało się Synowi aż zanadto, obawiałam się, że Edkowi pęknie brzuchol od nadmiaru pokarmu podanego jemu przez Syna. Tymek jednak nie dawał za wygraną i masowo wrzucał ziarna zwierzowi wołając Eeedekk, ammm! Aktywna sobota za nami, a korzystając z nieobecności Męża i Syna (Mąż na zlocie motocyklowym, Syn sprzedany Dziadkom na noc), można zresetować się po ciężkim tygodniu pracy przy butelce czerwonego wina i towarzystwie przyjaciółki. Weekendy górą!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







.jpg)