synkowo

synkowo

sobota, 9 lutego 2013

Osiemnastka.

Jakże niedawno Syn bawił się na swym pierwszym balu karnawałowym, a już przyszło Jemu zaliczyć pierwszą osiemnastkę! Zabawowy ten nasz Synko, nie ma co! Ale przyznać trzeba, że gdzie się Tymek nie pojawi, jest duszą towarzystwa: pierwszy do zabawy i do tańca! Osiemnastka odbywała się w restauracji, co inne i dziwne, młodzież połączona była z rodziną, my należeliśmy do tych drugich, cóż, mimo wszystko, nie czuliśmy się staro  :) Wyszło fajnie, miło poobserwować osiemnastolatków i naszło nas z Mężem kilka spostrzeżeń. Jakże różna jest ta młodzież od tej, którą my byliśmy. Jakaś poważniejsza, smutniejsza jakby. Mężczyźni mniej męscy, kobiety ładne, ale jakże zrobione! Ja myślałam, że mam wysokie buty, ale myliłam się. Chowały się do tych, które miały na sobie gorące osiemnastki! Syno robił furorę, szczególnie wśród dziewczyn, którym wtryniał się do kółka w trakcie tańca. A jubilatka, cóż.. Jakże niedawno woziłam ją wózkiem i pragnęłam mieć taką siostrę. A to już kobieta! Syno miał dla niej prezent specjalny w postaci misia, przytarganego tysiące kilometrów z Anglii, jakże lubię ten kraj za wybór takich gadżetów za śmieszną cenę! My sprawiliśmy Jej prezent zgodnie z życzeniem, turkusowy Swatch już jutro pewnie zagości na Jej ręce. Tymek nie chciał opuszczać imprezy nawet po 21, ale zdrowy rozsądek podpowiadał nam, że jednak trzeba. W domu byliśmy o 22, Syno padł w aucie. Wniesiony, rozebrany, nawet nie drgnął. Ha! I nareszcie wykorzystałam mój wyspowo-zakupowy zestaw wyjściowy w postaci baskinki i czerwonych platform! To była zdecydowanie udana 18-tka!











piątek, 8 lutego 2013

Podobieństwo.

Synko czytać lubi, baa, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że uwielbia. Książeczki przynosi sam i dopomina się by Jemu czytać. Ostatnio upodobał sobie wiersze Brzechwy, które Mama, niegdyś mocna w recytacji, czyta, deklamując najlepiej jak potrafi. Ale nie o czytanie książek tylko chodzi. Tymek aktywnie bierze udział w całym procederze, nazywając dosłownie każdą znaną Jemu rzecz słowami z jakże wąskiego własnego słownika. Jest i kum-kum (żabka), koko (kura), jał (kot), łaaah (tygrys), Bambum (Murzynek), Tom Tom (traktor), tiu tiu (pociąg), tik (światła w samochodzie), tap-tap (woda) i tak dalej, i tak dalej... W całej zabawie nie brakuje członków rodziny, każdy człek w czapeczce z daszkiem to Dziadzia, w kasku to Siaziak Siam, ale ostatnio wynalazł także Mamę i Tatę. Zadziwiające, ale podobieństwo wprost bije po oczach, szczególnie w przypadku Taty nieźle się uśmiałam..

=MAMA

= TATA





czwartek, 7 lutego 2013

Tłusty.

Jak tłusty, to tłusty. Nawet Synowi skapnęły się chrusty, co prawda zadowolił się jedną sztuką, ale wyraźnie Jemu smakowała! Lubię tłusty czwartek, lubię bezkarne wcinanie pączków bez wyrzutów sumienia. Choć dzisiejszy bilans dość marny: jeden pączek i kilka chrustów, upieczonych przez Tymkową Babcię.




poniedziałek, 4 lutego 2013

Kompan.

Synko jest typem dziecka, które raczej lubi się bawić samo. Świetnie organizuje sobie zabawę, choć gdy trafi się kompan, oczywiście korzysta. Babcie notorycznie męczone są zabawami w tunelu, gdy Tymek przyciąga takowy z pokoju oznajmiając opa,opa. Tunel w poziomie stał się już nudny, więc należy użytkować go w pionie, podczas gdy Syn wchodzi do środka i wesoło podskakuje, Babcie mają tunelem machać, do czasu, gdy braknie im sił, bo Synowi nie brakuje nigdy. Do zabawy klockami  najlepszy jest Tata, chłopaki budują wieże, garaże, pociągi i inne wymysły Syna, bo to on dowodzi. Ale jak się okazuje i Mama się na coś zdała, gdyż wczoraj przed kąpielą zajęliśmy się pieczątkowaniem i zestaw gwiazdkowy, o który Syn dopominał się od kilku dni, wskazując na szafę i mówiąc Mamusia z proszącą miną, nareszcie został użyty! Pieczątki były do całkowitej dyspozycji Syna, dopóki nie zebrało się Jemu na pieczątkowanie dywanu i dopóty sam z powodu natury pedanta nie zrezygnował z zabawy z racji brudnych od tuszu rąk. 











sobota, 2 lutego 2013

Bal.

Uff, przeżyliśmy pierwszy bal karnawałowy Syna. Uff, bo śmiem twierdzić, że zmęczyliśmy się bardziej niż On. Ganianie za dzieckiem na kilkuset metrach niewątpliwie nie należy do największych przyjemności, szczególnie jeśli w zanadrzu czekają smakołyki w postaci przepysznych ciast i deserów. Ale w końcu to był jego bal, więc trzeba było się poświęcić. Syno zachwycony, bal zorganizowany na piątkę. Były i dmuchane zamki, zjeżdżalnie, miejsce do kolorowania, balony i wspólne tańce. Bal odwiedził Św. Mikołaj, który zostawił paczki słodyczowe, znowu rodzice będą mieli co jeść! Trzy godziny szaleństwa i bieganiny, Mąż moje wyścigi za Synem uwiecznił na ostatnim zdjęciu. Pisałam już, że Syn uwielbia bawić się w ganianego-chowanego? Dziś kilkakrotnie wyciągałam go spod szwedzkiego stołu, jak i spod stołu innych uczestników...Świetnej opaski pirata Syno nie dał sobie założyć, miecz wylądował na stole po kilku minutach!
















czwartek, 31 stycznia 2013

Niejadek.


Syno mój od początku apetyt miał spory. Ależ się cieszyłam, że wszystko jemu smakuje-do czasu. Nie chwal dnia przed zachodem słońca pasuje do Synowego jedzenia jak ulał. Początkowo wszystko zaczęło się od zębów, tych paskudnych ostatnich dwóch trzonowców, co to wyjść chciały, a nie mogły. Myślałam, żeby przeczekać i zbytnio się nie martwiłam, bo wraz z brakiem apetytu Tyma męczyła biegunka i gorączka-książkowo. Myślałam, że apetyt wróci, ale owa sytuacja trwa już ponad miesiąc. Fakt, zęby wciąż nie wyszły i falami kilkudniowych męczarni dokuczają Synowi wraz z wyżej wymienionymi objawami, ależ ile można nie jeść? Musiałam nagiąć swoje zasady i:  zacząć biegać za dzieckiem, włączać bajki, czytać bajki, zagadywać, stawiać przy oknie, śpiewać, a to wszystko po to, by Synu łaskawie paszczę otworzył i zechciał COŚ zjeść. Tym czymś na pewno nie jest już zupa, ani drugie danie. Ileż nerwów traci człowiek z niejedzącym dzieckiem zdążyłam już zauważyć. Syno schudł i jedyne, czym wciąż nie gardzi to mleko i serki homogenizowane. Aaa i ostatnio, ku mej uciesze chleb z serem, chyba zostało mu we krwi po angielskich śniadankach w postaci tostów.


poniedziałek, 28 stycznia 2013

Obkupieni.

Nie ukrywam, że oprócz głównego celu naszego feriowego wypadu na Wyspy jakim było spotkanie z Rodziną, były też cele poboczne, takie jak zakupy. Angielskie sklepy lubię bardzo, z tych dzieciowych najbardziej Next, z tych babskich Dorothy Perkins. Zaopatrzyliśmy się z Synem na wiosnę, teraz przyszło nam tylko na nią czekać. A te czerwone platformy "chodziły" za mną od tygodnia, do tego stopnia, że dziś mając 40 minut przerwy w trakcie dłuuugiego dnia pracy wsiadłam w auto i popędziłam, by je kupić. Wiosno, wzywamy cię!