synkowo

synkowo

środa, 14 listopada 2012

Losowanie.

Przeprosić musimy za jednodniowe opóźnienie, gdyż wczoraj wieczorem maszyna losująca zaniemogła i spać poszła za wcześnie. Matka nie zdążyła wszystkiego przygotować. Za to dziś zwarci i gotowi przystąpiliśmy do losowania w naszym pierwszym Candy. Nie obeszło się bez drobnych potknięć, Syn tuż przed akcją losowanie wylał na siebie pół kubka wody, a podczas samej akcji, losów wyciągnął dwa zamiast jednego. Kazałam jednak Jemu podjąć męską decyzję i jeden wskazać, co też uczynił. Pogratulować więc chcemy Agnieszce, którą to Syn wybrał! Prosimy o podanie adresu do wysyłki na nasz blogowy e-mail.






niedziela, 11 listopada 2012

Dwadzieścia.


Stuknęła dziś Synowi dwudziestka, a w głowie planujemy już drugie urodziny. W ciągu ostatnich kilku dni rozwiązał się Jemu język i zaczyna powtarzać inne wyrazy niż mama, tata i baba. Przezabawnie brzmią one w Synkowych ustach i doczekać się nie mogę, gdy będzie mówił jeszcze więcej. Na razie pięknie wychodzi Jemu:
  • Ania (Tymkowa ciocia, która nas często odwiedza)
  • Lila (=Karolina, kuzynka, równie częsty gość)
  • Tadziu (Dziadek)
  • banan
Syn zna także 6 zwierząt po angielsku, oczywiście Matka mówi, a On wydaje odgłosy oraz 4 części ciała, które pięknie wskazuje. Dodam, że przyswoił je sam i to błyskawicznie, w trakcie zabawy, pokazywania zwierząt w książeczce i sam domagał się, by je ciągle powtarzać. Tak więc cat, dog, sheep, owl, pig, horse, nose, eyes, ears, mouth są już Synowi znane. Nie mamy już najmniejszych problemów z porozumieniem się, choć Tymka słownik jest dość ograniczony, potrafi pokazać wszystko za pomocą gestów i mimiki. Wiemy kiedy chce: myć zęby, pić przez rurkę, położyć się spać do łóżeczka, usiąść na nocnik itd. Choć nadal jesteśmy zapieluchowani, Syn chętnie na nocniku siada, często bez efektów, ale ważne, że wie, do czego on służy i nie boi się go. Mam wielką nadzieję, że wkrótce małymi krokami osiągniemy sukces i pozbędziemy się pieluch na dobre. Nie mamy też problemów z jedzeniem, Synowi przeważnie dopisuje apetyt i nie wybrzydza, lubi praktycznie wszystko, od ogórków konserwowych po mandarynki, uwielbia próbować nowych rzeczy, kręcić się w kuchni i dopominać, by wrzucić coś na ząb, szczególnie w fazie przygotowywania jakiegoś posiłku. Wczoraj na przykład, ku mojemu lekkiemu obrzydzeniu, zjadł kaszę i wątróbkę, której ja nienawidzę. Wątróbki, bo kaszę z chęcią jadam. Na szczęście Babcia oszczędziła mi podawania Jej Synowi, wyręczając mnie. Nadal nie podajemy Synowi słodyczy, wyjątkiem są domowej roboty ciasta przygotowywane przez Babcie, Syn je uwielbia! Ba! Gdy tylko przyjdziemy na obiad już wie, gdzie blacha z ciastem ma swoje miejsce, trzeba ją sprytnie ukrywać, bo spryciarz nie zje obiadu, a będzie podnosił wrzask, by dać Jemu ciasto!



piątek, 9 listopada 2012

Dbać.


To, że zmienia się związek po narodzinach dziecka każdy zapewne wie tudzież się domyśla. Nocne wstawanie, poporodowe humory i przypływ nowych obowiązków nie sprzyja specjalnemu okazywaniu uczuć drugiej połowie. Nasz związek także się zmienił, według mnie na lepsze, jednak nie da się ukryć, że nie jest i już pewnie nigdy nie będzie taki jak kiedyś. Ja, przejęta rolą matki, w której czuję się rewelacyjnie, nie podejmuję już tak spontanicznych decyzji jak kiedyś. Nie wsiadam z mężem na motocykl, by jechać w lutym nad jezioro, robić ognisko i smażyć kiełbasy, jak kiedyś. Nie wsiadam z nim do samochodu, by pojechać 300 km nad morze i obejrzeć zachód słońca w październiku, jak wtedy, gdy zaczęliśmy się spotykać. Większość mej spontaniczności zniknęła wraz z pojawieniem się na świecie Syna, istoty, za którą czuję bardzo odpowiedzialna. Staram się jednak, byśmy mieli czas dla siebie: wyszli do kina, na obiad we dwoje czy też wypili wspólnie wino, nawet jeśli pijąc je, rozmawiamy o dziecku. Staram się też spełnić prośbę księdza, który podczas naszego ślubu rozbawił cały kościół kazaniem i kazał pamiętać, aby dbać o siebie i małymi gestami dawać wyraz uczuciom, na których okazywanie w codziennym zaganianym życiu czasu brak. W naszą ślubną miesięcznicę upiekłam Mężowi murzynka, jedyne ciasto, które mi zawsze wychodzi, a które On lubi. I zamówiłam dwa bilety do kina na film kostiumowy, bo te lubimy oboje. Zauważam jednak, że myśl o Synu ani na chwilę nie przestaje nam towarzyszyć. Gdy już nacieszymy się tylko swoim towarzystwem zwykle wracamy do domu pytając siebie nawzajem: 'Ciekawe, co robi Tymko'. Ot, rodzice.  





środa, 7 listopada 2012

Zimowe.


Przygotowania zimowej garderoby Syna intensywnie trwały przez ostatnie dwa tygodnie. Najpierw skupiłam się na wyborze butów i tu był największy problem. Przede wszystkim musiały mi się podobać, tak już mam, że nie założę dziecku czegoś, co się mnie nie widzi. Poza tym musiały mieć kilka niezbędnych funkcji. Buty zimowe mają to do siebie, że bywają mało wygodne. Zakładając, że Syn będzie sporo kilometrów pokonywał zimą także pieszo chciałam, by buty te były komfortowe, nie toporne. Po kilku dniach użytkowania mogę śmiało stwierdzić, że buty zimowe firmy Mrugała spełniły wszystkie moje oczekiwania, mniemam, że Syna też, gdyż chętnie je nosi. Butki Mrugały:
  • są ocieplane w środku
  • posiadają membranę te-por chroniącą przed przemakaniem (w sam raz na śnieg!) i odprowadzającą pot na zewnątrz buta (Synowe stopy zwykle pocą się w butkach, w tych jest zupełnie inaczej, po zdjęciu butów nie ma śladu po spoconych stópkach!)
  • mają bardzo fajnie skonstruowany język, który zabezpiecza przed dostawaniem się wody do wnętrza buta
  • wysokość butów jest idealna, zapinane są na dwa rzepy i naprawdę bardzo łatwo się wsuwają (a przymierzaliśmy takie, które za choinkę nie chciały wejść na Synową stopę, którą ma bardzo smukłą i żadnych problemów z podbiciem)
  • są niezwykle lekkie i elastyczne, Syn chodzi w nich bardzo naturalnie
  • mają antypoślizgowe podeszwy

Z pewnością zakup tych butów był dobrym wyborem. Na drugim miejscu naszej listy zimowych niezbędników była ciepła kurtka. Choć przepadam za ostatnio nabytą kurteczką w kolorze khaki, zdecydowanie nie jest ona kurtką zimową. Wybór padł na ocieplaną kurtkę firmy Coccodrillo, tu wymagania były mniejsze. Chciałam, by kurtka miała neutralny kolor (beże, szarości), ściągacze u rączek i kaptur. Kurtka Coccodrillo z zeszłorocznej kolekcji spełnia wszystkie moje wymagania, a do tego ma także rękawice w komplecie przypinane na guziki. Kaptur także jest odpinany. Kurtkę udało nam się dostać za nieco ponad sto złotych, a biorąc pod uwagę ceny zimowych ubrań dla dzieci, to była okazja i uważam , że był to bardzo trafiony zakup. Idąc za ciosem zakupiliśmy także zestaw czapa-szalik, odbywając przy tym walkę w sklepie, by Syn chciał czapy przymierzać. Koniec końców udało się kilka szybko wrzucić na Synowy czerep i wybrałam czapę podszytą polarem, ciepłą, wiązaną pod szyjką. Obowiązkowo musiałam nabyć rajtki i tu trochę się naszukałam, gdyż chciałam rajty kolorowe, w paski tudzież kropki i straciwszy już nadzieję, że takowe znajdę zajrzałam do Next'a i to był strzał w dziesiątkę! Trzypak rajtków w kolorze unisex niezwykle przypadł mi do gustu. Mam nadzieję, że nie zmechacą się po praniu, tak jak większość rajstop, które mieliśmy. Gumka przy tych rajtkach jest świetna, bardzo elastyczna, na pewno będzie w nich Synowi wygodnie. Przygotowani do zimy, czekamy na pierwszy mróz i śnieg, bo z dwojga złego wolę je niż tę paskudną mżawkę i szarą, jesienną aurę.






wtorek, 6 listopada 2012

Candy.

No i nareszcie udało nam się zebrać do zorganizowania pierwszego Candy, nazwanego przeze mnie przedświątecznym. Łatwo nie było, bo paczka z Wysp trochę szła, a chciałam, by szczęśliwiec dostał zestaw naklejek, które także zamówiłam Synowi. Candy przedświąteczne, bo my już na świąt wyczekujemy i dni w kalendarzu skreślamy. Odkąd jest z nami Syn, święta nabrały dla mnie nowego wymiaru, jest radośniej i bardziej rodzinnie. W skład zestawu do wylosowania wchodzą:
-bluzeczka 5-10-15 (rozm. 98)
-skarpetki z bałwankiem 5-10-15 (rozm.23-24)
-książeczka z tysiącem naklejek ze zwierzątkami ( u nas robi furorę!)
-zestaw maseczek

Aby wziąć udział w losowaniu wystarczy zostawić wpis pod tym postem i wyrazić chęć wzięcia w losowaniu, jeśli nie posiadacie bloga, proszę zostawcie swojego e-maila. Candy trwa od dzisiaj 6.11 przez cały tydzień. Losowanie 13.11 w godzinach późnowieczornych! ;)






sobota, 3 listopada 2012

Ijoijo.

Doczekałam się chwilowego zwolnienia tempa i kilku dni spędzonych w domu z rodziną. Jak cudownie kłaść się przed 21 do łóżka i wiedzieć, że rano, pomimo pobudki o 6, nie będzie trzeba nigdzie się spieszyć i szykować. Korzystając z wolnego czasu postanowiliśmy odkreślić kolejny punkt na naszej liście 'warto zobaczyć'. Jak już niegdyś wspominałam w jednym z postów Syn nasz straż pożarną uwielbia. Wybraliśmy się więc do Muzem Pożarnictwa. Ależ radocha! Wozy, woziki, rysunki z wozami. Wszechogarniające ijoijo. Przy gablocie z małymi autami strażackimi była awantura, chwilowa, Syn odpuścił dopiero, gdy Tata zapewnił go, że kupimy takowy model, jak będziemy w sklepie. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o kolejną atrakcję, parowozy. Wzbudziły w Synu nie mniejsze zainteresowanie niż wozy strażackie. Udało nam się trafić na lokomotywę, która akurat sunęła po torach! To był zdecydowanie aktywny, rodzinny, pozytywny dzień!













czwartek, 1 listopada 2012

Niebieski i towarzystwo.


Otwarcie przyznaję, że nie znoszę różu u małych dziewczynek. Z góry zakładałam, że mając córkę kolor ten będzie u nas rzadkością, raczej w dodatkach, o ile w ogóle się pojawi. Kolor różowy bardzo lubię i sama noszę, jednakże widząc ubrane od stóp do głów w różu dziewczynki zraziłam się skutecznie, naprawdę może zemdlić od ilości różu na jednej istocie. Nie lubię też dzielenia ubrań na niebieskie i różowe, no jakże, chłopiec i nie w niebieskim? Do dziś dobrze pamiętam mego brata za młodu, gdy dzieciakami byliśmy i za nic nie ubrał czerwonego tudzież fioletowego, bo był to kolor babski. Dla mnie te kolory babskie nie są i nigdy nie będą. U Syna niebieski jest rzadkością, mamy zielenie, czerwienie, fiolety, żółcie, brązy, czarne i szarości. Staram się wyposażać Synową garderobę tak, by gościły w niej kolory różnorakie, a jako że okazało się, iż brakło w niej niebieskiego skusiliśmy się na dwupak bluz w tymże kolorze. Są też plusy takiej różnorodności kolorów. Gdyby okazało się, że następna trafi nam się córa, będzie mogła nosić większość ubrań po bracie. Kilka dni temu Tymek miał towarzystwo, odwiedziliśmy dwa miesiące młodszego kumpla. Efekt papugi działał doskonale, to co robił jeden, zaraz chciał/musiał robić drugi. Mamuśki zajęte jedzeniem ciasta nie zauważyły nawet, gdy rozegrała się walka bodajże o zabawkę, która skończyła się szarpaniną i głośnym płaczem obu zawodników. Oby więcej takich spotkań i kontaktów z innymi dziećmi, niech Syn ma okazję uczyć się dzielenia i empatii.