Ostatni post był postem trzechsetnym. Kilkakrotnie sprawdzałam, czy aby mnie wzrok nie mylił. Ale nie mylił. Lubię swojego bloga, lubię pisać, a jeszcze bardziej lubię fakt, że dzięki blogowi poznałam tyle wspaniałych kobiet-matek i choć z żadną z nich nie dane mi było (jeszcze!) się spotkać, sam fakt zawarcia tak ciekawych znajomości cieszy. Dla tych, którzy nas czytają wkrótce przygotuję konkurs.
Tymczasem staliśmy się posiadaczami pierwszego kalendarza adwentowego. Nie zrobiłam go samodzielnie, gdyż mam dwie lewe ręce jeśli chodzi o prace plastyczne. Bardzo lewe. Ubolewam. Za to kilka dni pracowałam nad zadaniami, część podkradłam od Olgi i zizi, część wymyśliłam sama. W kalendarzu znajdują się tez drobiazgi: dziurkacze dla dzieci, naklejki, tatuaże. Tymek nie może jeść słodyczy, więc zadanie miałam utrudnione. Pierwszego dnia pisaliśmy list do św. Mikołaja. Syn dyktował, ja pisałam, Mąż ilustrował, Tymek kolorował. Najbardziej podobał mi się fragment: W tym loku byłem tlochę gzecny...Gdy tylko przystąpiliśmy do zadania, zatroskany Tymek powiedział: Ale dla Poli tes musimy napisać! No kochany brat, kochany!





