Niesamowita odmiana pogodowa wcale mnie
nie ucieszyła. No bo jak to? Kozaki stoją jeszcze w przedpokoju, a
dziś prawie 27 stopni? Pojawił się problem z ubraniem nie tylko
Syna, ale i mnie samej. Dla Tymka czapka z daszkiem okazała się
niezbędna, więc skoro świt ruszyliśmy do pobliskiego miasta na
jej poszukiwanie. Prawie każdą Syn ściągał, drażniły go,
jedynie wiązana leciutka czapeczka z Coccodrillo pozostała na
głowie nienaruszona. I tę właśnie zakupiliśmy. No i jeszcze
klasyczny daszek z Mayoral, z nadzieją, że wkrótce ściąganie z
głowy minie. Całe szczęście, że na stanie mieliśmy już choć
jedne krótki spodenki, bo grzanie Syna w długich spodniach w taką
pogodę byłoby grubą przesadą. Sandałków postanowiłam nie
kupować na gwałtu rety, pojeździmy na spokojnie po sklepach po
niedzieli. Ubraliśmy więc domowe kapcioszko-sandałki z Befado. Dla
siebie Matka wygrzebała sandały z poprzedniego sezonu i krótkie
spodnie. W tych oto letnich outfitach udaliśmy się na działkę do
Dziadków. Zamknięci w bloku w 38m2 w taką gorączkę wariujemy. Wypad na
działkę jest dla nas wybawieniem. Synko szalał na świeżym
powietrzu od 13 do 19, chroniony przed słońcem ile się dało,
smarowany kremem praktycznie co godzinę. Jadł piach, zrywał
kwiaty, wrzucał kamyczki do beczki, bawił się foremkami i w
ganianego z Dziadkiem. Rodzice w tym czasie rozkoszowali się
słoneczną pogodą, odpoczywali i nareszcie zjedli pierwszą w tym
sezonie dobrze wysmażoną kiełbasę z grilla! Wkrótce działka zostanie wyposażona w
piaskownicę i basen, a wtedy wakacje nadchodźcie!! I strzeżcie się
Tymka!
synkowo
sobota, 28 kwietnia 2012
piątek, 27 kwietnia 2012
Kosmetyki.
Od pierwszych dni życia Tymek kąpany
był w Emolium. Nie korzystaliśmy dodatkowo z oliwek czy balsamów i
do dziś dnia co drugą kąpiel Synko zażywa w tej emulsji. Jeśli chodzi o twarz, na początku postawiliśmy na Nivea,
jednakże krem na każdą pogodę niestety okazał się uczulać
Syna. Po każdorazowym zastosowaniu Tymkowe poliki robiły się
rozpalone, okropnie czerwone i pojawiała się wysypka. Będąc sama
wątpliwie szczęśliwą posiadaczką skóry atopowej, z alergią
na nikiel i kobalt, inwestuję w kosmetyki aptekowe, przebadane
dermatologicznie. Dlatego Nivea zamieniliśmy na Emolium krem,
którego używaliśmy także zimą. W związku z tym, że Tymkowe
niemowlęctwo przypadało na lato, używaliśmy kremu Ziajka, który
jako jedyny dostępny był dla dzieciaczków od pierwszych dni życia.
Ziajka sprawowała się dobrze, choć krem miał dość gęstą
konsystencję, trudną do rozsmarowania. W tym sezonie
zainwestowaliśmy w Pharmaceris, sama lubuję się w ich kosmetykach i także tym razem się nie zawiodłam. Wybraliśmy faktor 30, gdy
lato będzie w pełni, dokupimy jeszcze 50. Krem jest przede
wszystkim bezzapachowy, co dla mnie jest ogromnym plusem. Ma lekką,
trochę płynną konsystencję, rewelacyjnie się wchłania. Jest wodoodporny. Syn posmarowany już kilkakrotnie, głównie na twarzy, nie wykazał żadnej reakcji alergicznej.
niedziela, 22 kwietnia 2012
Wieś.
Życie na wsi rządzi się
swoimi prawami, zdecydowanie innymi niż w mieście. Tak jak pisałam
we wcześniejszym poście, ja jako dziecko kontakt ze wsią miałam częsty. Syna
też staram się tam zabierać, gdy czas pozwala. Sobotę spędziliśmy
na powietrzu, pięć godzin szaleństwa Tymka z Kuzynami,
rówieśnikiem i rok starszym. Synko jak w hipnozie: rowerek, auto,
huśtawka, zjeżdżalnia, trawa, psy i koty. Wybrudził się, ile
wlazło, spodni Matka już nie dopierze, ale warte były jego
radości. Odmówił zjedzenia dwóch posiłków, wyrywał się i
biegł jak opętany do kolejnej zabawki. Zgłodniał dopiero
wieczorem, gdy wróciliśmy do domu. Wieś dla dzieci to wolność,
frajda i swoboda jakiej brak mieszkając w bloku. Choć jestem mieszczuchem, z myślą o dzieciach chętnie zamieszkałabym na wsi, mały domek z tarasem- marzenie.
piątek, 20 kwietnia 2012
Letnio.
W oczekiwaniu na lato zbieramy
garderobę na ciepłe dni. Wzbogaciliśmy się o trzy nowe T-shirty,
tym samym w swej kolekcji mamy osiemnaście i na tym na razie
poprzestaniemy. Dwa z nich to prezenty, motocyklowa oryginalna
koszulka Ducati, tak na zachętę, co by Syn się wprawiał, nim
ruszy w ślady Taty oraz Smykowa hipciowa, z chowającym się ozorem.
Na pomarańczówkę z Reserved czaiłam się, odkąd pojawiła się
na stronie i jest nareszcie zakupiona. Tym razem polujemy na krótkie
spodenki, udało mi się nabyć jedną fajną sztukę z H&M i
wciąż szukam czegoś godnego zakupu. Największy jednak problem
będzie z czapą z daszkiem. Przede wszystkim muszę targać do
sklepu Syna, czego nie czynię często, przymierzać, kombinować, a
jak już czapa mi się podoba, to on nie wygląda w niej korzystnie
lub rozmiar nie ten. Podejmiemy jeszcze jakąś próbę, gdy się
diametralnie ociepli. Żałuję, że Tescowe daszkowce z zeszłego
sezonu są już zbyt małe, bo były naprawdę świetne.


czwartek, 19 kwietnia 2012
Zdrowo.
Post ten zrodził się w mojej głowie pod wpływem ostatnich obserwacji przedszkolnych. W zeszłym tygodniu mając lekcję w pięciolatkach trafiłam jeszcze na ich śniadanko. Są to dzieciaki z przedszkola, które jest nieodpłatne, więc rodzice muszą zapewnić im posiłek. Na 20 osób żadne nie miało kanapek z pieczywem wieloziarnistym, lecz biały chleb/bułki/rogale zwykle z margaryną, serem żółtym, dżemem lub nutellą. Do picia obowiązkowo słodki sok/ Kubuś play/zimna herbata z cukrem. ŻADNE z dzieci nie piło wody. Ku memu przerażeniu ŻADNE z dzieci nie miało też owoców jako przekąskę, a czekoladowe kanapki lub ciastka. W czasach, gdy tyle trąbi się o zdrowym żywieniu dzieci, ja odnoszę wrażenie, że jest ono rzadkością. Być może mój Syn będzie odmieńcem, gdyż nigdy nie skosztuje parówek czy Danonków. Ale wiem, jak ważne jest wyrobienie zdrowych nawyków u dziecka, gdyż ja u siebie wyrobiłam je dopiero kilka lat temu i jest mi z nimi o niebo lżej. Staram się, by Tymek jadł pieczywo wieloziarniste. Razem z nami wcina też tylko makaron z pełnego ziarna. Coraz częściej serwuję jemu kaszę jęczmienną. Obowiązkowo raz w tygodniu jest ryba na parze z dodatkiem ziół. Po zasięgnięciu opinii fachowców kupujemy solę. Gdy nie mamy możliwości przygotowania rybki, Synko je danie rybne z Bobovity w postaci dorsza. Warzywa są codziennym dodatkiem do mięska, przygotowywane na parze, świeże lub mrożone. Jogurty tylko naturalne, na bazie jogurtu Zott, z dodatkiem owoców. Blendujemy i Synko zajada się, że hej. Do picia woda Żywiec Zdrój, nieprzegotowana. Z przekąsek do rączki Chrupaczki Bobovity lub ich odpowiednik z Rossmana lub ciasteczka Hipp, gdyż te pierwsze nie zawierają soli, a drugie cukru. Nie kupujemy chrupków kukurydzianych, gdyż są solone. Syn uwielbia też kanapki z serem żółtym, twarożkiem czy parzoną piersią z indyka. Z chęcią je jajecznicę na parze. O owoce dopomina się sam, pomimo że zjada raz dziennie deserek ze słoika, w trakcie dnia dostaje jeszcze kawałek jabłka, gruszki czy banana. Fakt, że Tymko jest egzemplarzem wszystkożernym oczywiście ułatwia mi jego żywienie, uważam jednak, że nawet przy bardziej wybrednych dzieciach można tak zbilansować posiłki, aby były i bardzo zdrowe i smaczne.
środa, 18 kwietnia 2012
Upadek.
Od dziś moje przekonanie o tym, że łóżeczko jest bezpiecznym miejscem zostaje obalone. Synko szykując się do pierwszej drzemki porannej, przewalał się w łóżeczku. Zwykle w ten sposób zasypia, pozostawiony sam, przytula się do miśków, bawi się pieluchą i po kilku minutach śpi. W tym czasie ja przygotowywałam się do pracy i nagle usłyszałam potężny huk. To dziwne, ale od razu wiedziałam, że Syn wypadł z łóżeczka! Zerwałam się do jego pokoju, szybko podniosłam go z podłogi i przytuliłam. To były sekundy, nie pamiętam nawet jak dokładnie leżał. Był przerażony, niemniej niż ja, zaniósł się płaczem, uspokajałam go i cały czas mówiłam do niego, by złapał oddech. Przestał płakać po dobrych kilku minutach, wtedy obejrzałam go dokładnie. Wielki guz rósł na czole, pokrywał go siniak. Zadzwoniłam do pediatry i pojechaliśmy na badanie. Dokładnie obejrzany, osłuchany, Tymek wyszedł z upadku obronną ręką. Nie wymiotował, nie był ospały, ładnie jadł i bawił się. Pediatra przyznała, że Tymko jest nad wiek wysoki. Dorównuje wzrostem dwulatkom. Najprawdopodobniej chciał coś sięgnąć i zbyt mocno się przechylił, ciężar ciała przeważył i dlatego Synko wypadł. Automatycznie wyjęliśmy szczebelki od łóżeczka, jednakże i to okazało się niefortunnym rozwiązaniem. Tymek ma problem z wpasowaniem się w wyjście, jedna noga czasem klinuje się obok w szczebelkach. Będziemy musieli inaczej zadbać o bezpieczeństwo łóżeczkowe, podkładać koce, czy poduszki, dopóki nie będzie bardziej świadomy. Ale co się najadłam od rana strachu, to moje.
wtorek, 17 kwietnia 2012
Tęsknota.
Ostatnimi dniami przyszło nam zostać z Synem tylko we dwoje. Tata wyruszył na Kaszuby motocyklem, w czterodniową podróż. Wieczorami zasypiałam przy włączonym telewizorze, ze strachu przed sama nie wiem czym: ciemnością, złodziejami, pustym mieszkaniem? Ku memu zdziwieniu, Syn też nie spał najlepiej, przebudzał się i płakał przez sen. Przez te cztery dni doceniłam, ile znaczy dodatkowa para rąk. Zmęczenie brało górę, kąpiel w pojedynkę była nagle wyzwaniem. Tata nareszcie wrócił, Synko powitał go bez większego entuzjazmu. Jednakże wieczorem, jeszcze przed kąpielą, przy wspólnych dywanowych zabawach Tymek podchodził do Taty i przytulał się, sam z siebie, kilkakrotnie. Przeuroczy widok. Najwyraźniej nie tylko ja tęskniłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















