Z drugim dzieckiem jest inaczej. Z drugim człowiek jakby odporniejszy i wyczucia więcej ma. Z Tymkiem najzwyklejszy katar przerażał, z Polą przeżyłam dzielnie pierwszego wirusa. Biegunka, wymioty i nieustający płacz dziecka, które praktycznie na co dzień nie płacze, były straszne. Serce bolało, ręce od noszenia też. Cały dzień przy mamie. I jak dobrze, że dziecko zaszczepione. Że poradziła sobie z tym w domu, że organizm zwalczył paskudztwo, że syn nie zachorował. A ja bez paniki, ze spokojem, choć zmartwiona strasznie przetrwałam pierwszą chorobę córki.
synkowo
wtorek, 4 listopada 2014
czwartek, 30 października 2014
To co ważne.
Co byście powiedziały na to, gdybyśmy wszystkie trzy zostały matkami w 2014? Powiedziała K. kilka miesięcy temu, przy kawie. Szok. Niedowierzanie. Wzruszenie. Radość. Gdzieś tam kiedyś za licealnych czasów rozprawiałyśmy, która pierwsza za mąż wyjdzie, dziecko urodzi, kim będziemy za 10 lat. Rozjechałyśmy się po Polsce i świecie, za mąż wyszłyśmy, dzieci urodziłyśmy i nawet nasze przypuszczenia częściowo się sprawdziły. Ale tego nie przewidziałyśmy. Jest Pola, jest Mateusz, za kilka/kilkanaście dni będzie Jaś. Dzieci dwatysiąceczternastego. Nasze dzieci. Przyjaciółek od czternastu lat.
poniedziałek, 27 października 2014
Jak to jest.
Jak to jest być mamą dziewczynki? Spotykam się z tym pytaniem już któryś raz. Sama nigdy wcześniej nie myślałam, że owe mamowanie różnić się może w zależności od płci. A jednak różni się nieco. Dziewczynki są delikatne, wrażliwe. I jest takie dziwne wrażenie, że nam kobietom trochę bliżej do nich. A jednocześnie moja relacja z synem i uczucia, jakimi go darzę jakby się rozrosły, bo taki on opiekuńczy i czuły w stosunku do siostry, taki mały dzielny, kochany mężczyzna.
czwartek, 23 października 2014
Październik.
Październik był dobrym miesiącem. W październiku braliśmy ślub. Nie było tak słonecznie, jak tego roku, a niedługo po przysiędze spadł deszcz i lało przez godzin kilka. Czasem nie dowierzam nad upływem czasu. Myślę o tym, gdy przytulając się grzaliśmy swe twarze w słońcu nad jeziorem, siedząc na pomoście. To był luty. Równie słoneczny, jak ten październik. W motocyklowym obuwiu. Taka beztroska totalna. O czym wtedy myśleliśmy? To zaledwie kilka lat, a zmiana w życiu wielka. Dwoje dzieci. Inne życie. Inny związek. Bo dzieci go zmieniają. Przewartościowują wszystko. Są najważniejsze. Trochę spychają relację mężczyzna-kobieta na drugi plan. I trzeba o nią chwilami walczyć. I pamiętać, że wciąż powinna istnieć. Nic więc dziwnego, że komplement z ust męża, który usłyszałam tego października, uznałam za komplement życia. Jesteś najlepszą matką dla moich dzieci, jaką mogłem sobie wymarzyć.
piątek, 17 października 2014
Dziewczęce.
Pięć miesięcy skończyła córka ma. Rośnie nam ona i sukienek przybywa. Jeśli kupnie jakichkolwiek ubrań jestem w stanie się oprzeć, to na pewno nie sukienek. Uwielbiam sukienki. Ubóstwiam je też na dziewczynkach. Nieczęsto zdarza mi się zobaczyć takie, które mnie zachwycą. Zatem jeśli widzę, kupuję na zaś. Co cieszy w posiadaniu córki to wizja wyszukiwania tych wszystkich pięknych dziewczęcych dodatków, spinek i kokardek. Pierwsze gumki do włosów zagościły już w Polkowym pudełku i czekają na włosy! Prezent od cioci Z. Piękne!
poniedziałek, 13 października 2014
Szczęśliwość.
Dzień zaczynam od kawy. Uśmiechem, nawet po mocno niedospanej nocy. Zapach niemowlaka i małe rączki zawieszone na szyi. Ze smutkiem mówione: Będę za tobą tęsknił w ćećkolu. Ta jesień jest przepiękna. Łaskawa pogodowo. Spaceruję godzin wiele. Rozmawiam z córką. Śpiewam jej. Cieszę się każdym promieniem słońca. Szeleszczącymi liśćmi pod nogami. Jest tak pięknie i tak spokojnie. Nigdzie się nie śpieszę. Nic mnie nie goni. Delektuję się czasem z dziećmi i bronię przed powrotem do pracy. Ale jeszcze ponad dziesięć miesięcy naszej beztroski. Aż dziesięć.
środa, 8 października 2014
Piękne rzeczy.
Jestem wzrokowcem, to jest pewne. Tak samo jak to, że uwielbiam kupować. Idzie jesień, chłodniejszy czas. A my wciąż nie przestajemy spacerować. Wielogodzinne pobyty z córką na dworze zmusiły mnie do zakupy cieplejszego jesiennego kocyka. Kocyk uszyła mi Małgosia z Tulaków, o której już niegdyś pisałam. Mój wybór padł na zygzak w kolorze pudrowego różu, który tak lubię, a tak go wszędzie mało, w połączeniu z szarym minky. Kocyk jest cieplutki, wspaniały! Tymkowi zdecydowałam się zamówić koc do domu, syn nadal ucina sobie drzemki w ciągu dnia i to takie dwugodzinne! Dla Tymka-koc w drogę, podszyty szarą dresówką. Koc okazał się nie tylko kocem, ale także przecudną matą, na której można bawić się na całego autami! Koców przybywa i pewnie przybywać będzie, potrzebowaliśmy zatem miejsce, gdzie możemy je trzymać. Szukałam, szukałam i nareszcie znalazłam! Idealny pojemnik, który pasuje nam do wnętrza, który cieszy oko, który jest niezwykle praktyczny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

