Jeszcze przed ukończeniem
roku Syn zaczął przesypiać całe noce. Oczywiście cieszyłam się
bardzo, pobudka nocna, nawet jedna, sprawiała, że mimo wszystko
byłam lekko niedospana. Sielanka trwała dwa miesiące, do czasu, gdy nie
przenieśliśmy się na jedną noc do Dziadków, gdy Tata wyjechał.
Od tej pory Syn nie tylko budzi się na mleko około 1-2 w nocy, ale
potrafi kilkakrotnie w nocy krzyczeć, rozbudzać się, czasem
walczyć, by wyjąć go z łóżeczka, bo akurat ma ochotę na
zabawę. Oczywiście są noce, gdy obudzi się raz, ale są i takie,
gdy uczyni to 4-5 razy. Nie wiem, czym to jest spowodowane, być może
przestraszył się, śpiąc u Dziadków. Oczywiście z anielską
cierpliwością wstaję do niego, przykrywam go, odkładam, głaszczę
po główce czy pleckach, czasem wystarczy, że usiądę przy
łóżeczku i w sekundę zasypia. Poza tym doszły wieczorne problemy z
zasypianiem. Myślę, że przez to, że jest długo jasno. Tymek
zawsze zasypiał automatycznie po wypiciu mleka najpóźniej o
godzinie 20. Ostatnio jednak po opróżnieniu butelki wstaje, rozgląda się,
przemieszcza, rozmawia, staje na głowie, śpiewa i kombinuje, ile
się da, byleby tylko nie spać. Trwa to nawet godzinę, więc zdarza
się, że zasypia o 21. Przyzwyczajeni do długich wolnych wieczorów
dwoimy się i troimy, by szybciej zasnął, na zmianę testując komu
się skuteczniej uda. Przyznam, że Tata wygrywa! W ciągu ostatnich kilku tygodni Syn pokochał misie, dopomina się, by dać je jemu do spania głośnym "eeee" wskazując palcem. Tym samym ukochany Pajacyk, który zawsze z nim spał, ma towarzystwo.



