Rok temu zmieniło się moje życie. Rok temu zostaliśmy rodziną. Najpiękniejszy rok w moim życiu. Chciane i wyczekane dziecko to najcudowniejszy prezent od losu. Wszystkiego Najlepszego Synku!
synkowo
niedziela, 11 marca 2012
czwartek, 8 marca 2012
Trzy.
To samo studio. Dwanaście miesięcy później. Trzy dni do roku. Czas refleksji.
www.zakladfotograficzny.com
www.zakladfotograficzny.com
Papier.
Dwa razy w tygodniu zaczynam pracę o 10 i Synko już wtedy nie śpi. Żeby się wykąpać muszę Go czymś zająć i tak było i tym razem.. Włożony do łóżeczka dostał książki i pięknie się nimi zajął. Matka nieświadoma niczego zdążyła nie tylko się umyć, ale i wklepać krem, nałożyć odżywkę na włosy, posegregować pranie i zadowolona, że Syn tak cichutko siedzi zajrzała tylko na moment do Jego pokoju. Dziwna cisza wydała się podejrzana, a zaciśnięta buzia jeszcze bardziej. Oczom moim ukazał się widok zupełnie wyrwanej z okładki książki i kawałki papieru. Sporo w nich było w buzi Tymka, który uścisk szczęki ma nieczego sobie, bo nieźle się namęczyłam, żeby je wyjąć. Zapewne już wcześniej sporo przeżuł i połknął! Synko lubuje się w papierze, gdy tylko dopadnie chusteczki higieniczne, to je zjada, ale nie pomyślałam, że może zeżreć książkę w twardej oprawie. Tym samym czytanie bez nadzoru już nie będzie miało miejsca.
Wczoraj Tymek zyskał dwóch nowych kuzynów w pierwszej linii. Ciocia Basia wydała na świat w 37tc. Jasia i Franka. Urodziła ich naturalnie, czym wzbudziła mój podziw. Gdy moja Mama powiedziała mi, że moja Bratowa płakała, gdy usłyszała, że urodziłam, byłam zdziwiona. Gdy ja dowiedziałam się, że Basia urodziła, oczy zaszły mi łzami i zrozumiałam, że matczyna solidarność ma ogromną moc. Przypomina się nam własny poród i wszystkie emocje z nim związane. Niezapomniane i najcudowniejsze emocje.
poniedziałek, 5 marca 2012
Sześć.
Pozostało sześć dni do urodzin Tymka i jestem coraz bardziej podekscytowana. Wszystkie ozdoby kupione, menu ułożone, tort zamówiony. Synko przeszedł kilka lekcji zdmuchiwania świeczki i robi to w tak komiczny sposób, że boki zrywam. Początkowo patrzył w płomień jak zahipnotyzowany, później próbował zdmuchiwać nosem, a po kilku dniach nareszcie załapał, żeby nabrać trochę powietrza. Cieszę się na ten dzień, na spotkanie z rodziną i przyjaciółmi. W niedzielę o 16.40 przytulę mocno Synka i pewnie się wzruszę, choć na pewno nie tak jak wtedy, gdy położono mi go na piersi i nie mogłam opanować płaczu szczęścia.
piątek, 2 marca 2012
Zboczenie zawodowe.
To tak już chyba jest, że z racji wykonywanych przez nas zawodów jesteśmy bardziej przeczuleni na pewnych punktach. Czyż nie jest tak, że dentysta zawsze patrzy na zęby innych, a mechanik przy okazji otwiera maski samochodów znajomych, żeby tylko zerknąć? Myśląc o Tymku jako o uczniu, zastanawia mnie kilka rzeczy. Jakim wtedy będę rodzicem? Czy sama będąc belfrem będę zadowolona z pracy innych belfrów uczących Jego języka obcego? Czy zboczenie zawodowe, które na co dzień nieodłącznie mi towarzyszy będzie wkradać się także w Jego szkolne życie? Czy widząc, że ktoś popełnia jakiś błąd, na przykład w wymowie, na punkcie której mam hopla będę w stanie zagryźć zęby i nie interweniować? Bo przecież tak łatwo nauczyć się z błędem, a tak trudno to później wykorzenić. Coraz częściej zdarza mi się mówić do Syna po angielsku, od kiedy stał się komunikatywny widzę, że reaguje i nasłuchuje. Najlepiej wychodzi nam Timothy, come here lub stop shouting, gdy nie może czegoś dostać :) Na hasło kiss całuje mnie w usta, czym rozczula Matkę swą do granic możliwości. Do pół godziny dziennie oglądamy Baby TV po angielsku, gdzie lecą głównie piosenki, do których Synko tańczy, a my z Tatą przyśpiewujemy, bo znamy je już na pamięć. Flashcards zakupione w Paperchase z myślą o „moich” 5 latkach zostały przejęte przez Syna. Rozrzuca je, przekłada, nosi i ma przy tym radości co niemiara. Będziemy się uczyć przez zabawę. Bo im wcześniej, tym lepiej. Widzę to po swoich uczniach.
środa, 29 lutego 2012
Postęp.
Dwa tygodnie we troje przyniosło wiele zmian, radości i przemyśleń. Choć nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, gdyż aura pogodowa nie sprzyjała, spędzaliśmy mnóstwo czasu razem. Wspólne długi poranki w łóżku, zabawy i śmiech, tak wspominam ferie. Wracając po urlopie macierzyńskim do pracy bardzo obawiałam się tego, że przeoczę najważniejsze momenty w rozwoju: pierwsze słowa, kroki... Tym większe było moje szczęście, gdy Synko postanowił zacząć sam chodzić, gdy byliśmy oboje! Ruszył ode mnie do Taty, ni stąd, ni zowąd podczas zabawy we troje na dywanie puścił się mebli i poszedł. Chciałabym widzieć wtedy swoją minę! Oboje z Tatą wydaliśmy takie okrzyki radości, jak byśmy właśnie się dowiedzieli, że mamy szóstkę w totka! W ciągu tych dwóch tygodni pojawił się też kolejny ząb, druga dolna dwójka. Wielkim zaskoczeniem była również wczorajsza noc, kiedy to Tymek zasnął tradycyjnie o 20 i obudził się przed 8. Niby nic specjalnego, a jednak. Gdy Tata spytał rano, o której Synko budził się na jedzenie, zorientowałam się, że się nie budził! Eureka! Pierwsza przespana cała noc! Tym samym strona osiągnieć w albumie dziecka pozostała bez pustych linii. Brakowało samodzielnego kroku i przespanej nocy. Gdy ostatnio Tymko zamiast w pajacyku spał w pidżamce, przydreptał rano a ja zobaczyłam w Nim chłopca. Małego chłopczyka, który nie ma w sobie już nic z niemowlaka. I o dziwo, wydał mi się jeszcze kochańszy niż kiedyś.
poniedziałek, 27 lutego 2012
Zmiany.
Wiosnę czuję. Ewidentnie, chce mi się zmian, chodzę rozanielona, bo widać promienie słońca. Postanowiłam odświeżyć nieco synkowy pokoik, w którym na razie jeszcze się sam nie bawi, ale zapewne niedługo zacznie. Wybrałam moje ukochane Tymkowe foty i zrobiłam ścianę ramkową. Była dość goła, a wizja obklejania jej kubusiami puchatkami czy autami nie uśmiechała mi się. Uwielbiam zdjęcia. Sukcesywnie wywołuję je do albumu z każdego etapu synkowego życia. Zaczęliśmy drugi album, czyli przekroczyliśmy dwieście zdjęć. W ramach prezentu na roczek zabrałam Tymka na sesję. Czekam z niecierpliwością na efekty. Kilka razy w tygodniu siadam z albumem w rękach i przeglądam, zachwycam się, wzdycham, rozczulam. Wracając do zabawy syna, pomimo, że od początku wychodziliśmy z założenia, że nie będziemy kupować Jemu setki zabawek, nazbierało się ich mnóstwo. Żadna nie jest nabyta przez nas, ale dostał je w ramach prezentów. 38 metrów kwadratowych daje w kość, kilkakrotnie zabiłabym się na klocku, a widok wiecznie porozrzucanych zabawek cholernie mnie drażni ;) Stąd potrzeba zorganizowania na nie miejsca. Ten regał z IKEI ozdobiłam nieco dziecięcymi naklejkami, które zakupiłam jeszcze będąc w ciąży i mając zbyt wiele wizji urządzania dziecięcego pokoju. Nowy nabytek sprawdza się rewelacyjnie, nie trzeba się mocno schylać, a pudełka można spokojnie wyjmować i zabrać na przykład do sąsiedniego pokoju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















