Spodziewałam się, że
nasze wspaniałe polskie lato nie będzie nas rozpieszczać. Co robić
z dzieckiem, gdy na dworze plucha? Siedzenie cały dzień w domu
ewidentnie nam nie służy. Robię się senna, zniechęcona. Tymek
przynosi mi buty, stoi przy drzwiach i chce wyjść. Potrzebujemy
aktywności i wtedy sala zabaw jest rewelacyjnym rozwiązaniem.
Pomimo, iż w naszym mieście takowej brak, już 20 km dalej mamy ich
od wyboru do koloru. Fakt, że większość przystosowana jest dla
większych dzieci, ale znalazła się i taka, która idealnie nadała
się na szaleństwo dla prawie półtoraroczniaka. Wybrałam się tam
z koleżanką, z którą znajomość rozpoczęła się w szkole
rodzenia. Nasze Chłopaki dzieli niecałe dwa miesiące różnicy, to
już drugie lato, które spędzamy na wspólnych spacerach i
spotkaniach. W sali zabaw Chłopcy biegali, piszczeli, zjeżdżali i
mieli mnóstwo frajdy. Matki trochę się za nimi naganiały. Pisk
był, gdy czas zabawy dobiegł końca. Należało się szybko
ewakuować i zająć ich chwilowo chrupkami kukurydzianymi, dla
odwrócenia uwagi. Po zabawowym szaleństwie Mamuśki pozwoliły
sobie na dużą porcję lodów w pobliskiej kawiarni. W takie dni
deszcz nam nie straszny!
synkowo
czwartek, 19 lipca 2012
środa, 18 lipca 2012
Łyżka.
Nadal jedną z ulubionych zabaw Syna naszego jest gotowanie: mieszkanie łyżkami w pojemnikach, kubeczkach, szklankach. Dokarmia też misie podając im wyimaginowany pokarm do ust z głośnym "Aaamm!"! Czasem i my się załapiemy. Zauważyłam, że nasz szesnastomiesięczny Tymko zaczyna walczyć o samodzielność. Pokarmy rękoma zajada już od długiego czasu: owoce czy przekąski, natomiast od kilku dni domagał się samodzielnego jedzenia łyżką. Pierwsze próby wyszły znakomicie! Synko rewelacyjnie radzi sobie z łyżką. Oczywiście nie obeszło się bez poklejonych włosów, która brudna od kaszki ręka próbowała przeczesać, ale jestem dumna z Syna. Będziemy coraz częściej ćwiczyć posługiwanie się sztućcami.
sobota, 14 lipca 2012
Atrakcje.
Lubię takie dni, pełne atrakcji sprawiających uciechę Synowi. Jego radość to także i moja. Kolejnym punktem na naszej liście był Park Krasnala. Pół dnia zabawy i śmiechu. Rozczuliła i rozbawiła mnie sytuacja w sali zabaw. 3,5 letni Kuzyn Tymka zapoznał koleżankę:
- "Cześć, jak masz na imię?"
- "Mikołaj, a Ty?"
- "Wanda"
- "Cześć Wanda, a ja mam Kuzynka. Ma na imię Tymek"
Prawie trzy tygodnie razem i chłopaki są jak bracia. Przytulają się, zaśmiewają razem. Szkoda, że tak rzadko się widują, odległość ponad tysiąca kilometrów niestety nie sprzyja częstym spotkaniom.
czwartek, 12 lipca 2012
Rozrywka.
Korzystając z pobytu starszego Kuzyna, Tymko ma ostatnio zapewniane maksimum rozrywki. Zaplanowaliśmy z Dziadkami kilka ciekawych wycieczek i plan nas skrzętnie wcielamy w życie. Już druga wizyta Tymka w mini zoo okazała się świetnym rodzinnym wypadem. Połączyliśmy ją z zabawą w parku rozrywki, w którym Chłopaki szaleli bez granic. Po kilku godzinach zabawy, padli jak kawki ledwo włożeni do auta i nie obudzili się przez kilka następnych godzin.
wtorek, 10 lipca 2012
Fryzjer.
Ze strzyżeniem Syna zwlekaliśmy dość
długo, bo podobają nam się długie włoski, szczególnie w
wykonaniu piórkowatym jak u Tymka. Natura poskąpiła jemu chwilowo
kłaków, obdarzając go czupryną dość oszczędną. Jednakże w
gorące dni, nawet ta niewielka jak na ten wiek ilość włosów
zaczęła doskwierać: Syn pocił się, biegał z mokrymi włosami i
często z takowymi się budził. Decyzja zapadła więc: niezbędne
jest cięcie. Trochę obawiałam się wizyty u fryzjera, z marszu
poszliśmy, bez zaopatrzenia spożywczego, co by Syna czymś zająć.
Tymko dumnie zasiadł na specjalnym fotelu dla maluchów i po
nałożeniu fartucha zastygł jak zahipnotyzowany do końca
strzyżenia. Ani dźwięk maszynki, ani cięcie nożyczkami, ani
czyszczenie włosów za pomocą suszarki z hipnozy go nie wytrąciły.
Fryzjerka była w szoku i ja też. Zbierałam ścinane włosy do
woreczka, na pamiątkę. Znajdą się w Tymkowym albumie dziecka. Z ciekawości porównałam je z tatowymi pierwszymi ściętymi włoskami, które jego Mama też zachowała. Są takie same!
sobota, 7 lipca 2012
Wakacje.
Sześć dni trwało ostateczne
pokonanie wirusa przez Syna. Biedak wymęczył się nieziemsko,
schudł, zmarniał, ale nareszcie energia powraca. Niefortunnie
rozpoczęły się dla nas wakacje, ale zaczynamy odbijać sobie ten
stracony na chorobie czas. Synko spędza czas z Kuzynem na stałe
zamieszkującym na wyspach. Tymek uwielbia dzieci. Za Mikołajem
chodzi jak cień, naśladuje go, głaszcze po głowie, przytula.
Patrząc na nich utwierdzam się z przekonaniu, że Syn musi mieć
rodzeństwo.
niedziela, 1 lipca 2012
Wirus.
Z ostatniego wesela przywieźliśmy nie
tylko miłe wspomnienia, ale niestety i wirusa, który łapał po
kolei różnych członków rodziny. Tymkowych Dziadków, Kuzynki, Ciocie. Wczorajszy pierwszy dzień
wakacji pozostanie w mojej pamięci na długo, bynajmniej nie z
powodu udanego rodzinnego spotkania podczas chrzcin Tymkowych
Kuzynków. Tuż po 20 wirus uaktywnił się u Syna, który do 22
wymiotował pięć razy. Chlustał mlekiem w ogromnych ilościach,
płakał i zlewał się zimnym potem. Zmienialiśmy pościel w
błyskawicznych tempie, myliśmy go i siebie i tak bez końca. Po 22
wykończony zasnął w naszym łóżku, które przygotowaliśmy
wykładając ceratami i ręcznikami, gdyż spodziewaliśmy się, że
to nie koniec. Noc była nieprzespana, martwiliśmy się strasznie,
nawadnialiśmy Syna, który budził się z krzykiem i dopominał się
o wodę, po wypiciu której za każdym razem wymiotował. Tak było
do 7 rano, później uspokoiło się. Syn popija wodę podawaną
łyżeczką i zajada suche płatki kukurydziane. Podałam jemu
Dicoflor. Obmyślamy plan posiłków na dzisiejszy dzień, żeby nie
podrażnić żołądeczka, który tyle przeszedł.
Aktualizacja: Niestety wirus okazał się nie tylko jednodniowym zmartwieniem. Wymioty utrzymywały się także całą niedzielę, doszła wysoka gorączka powyżej 39 stopni. W poniedziałek z samego rana byliśmy już u lekarza. Zalecona ścisła dieta: ryż na wodzie, biszkopty, gotowane ziemniaki i chrupki kukurydziane. Plus woda, leki zapobiegające odwodnieniu i hamujące wymioty. Dziś wtorek, Syn nie wymiotuje, ale gorączka wciąż jest pomimo zbijania jej czopkami. Nie wiadomo skąd pojawił się kaszel. Synko jest osowiały, w ogóle się nie uśmiecha, zawodzi, jęczy, płacze. Dużo śpi. Jeśli kaszel nie minie, znowu udamy się do lekarza. Poza tym, Tata, który tak żałował Syna i mówił, żeby oddał Jemu tę chorobę doczekał się i tego. Te same objawy: wymioty, osłabienie. Zwolnienie na cztery dni. Kiszę więc w domu z dwoma chorymi Mężczyznami i ciągle tylko Ma-ma i Ma-ma...
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































