Gorączka, biegunka i marudzenie Syna nie były związane tylko z zębami, tak jak nam się wydawało. Następnego dnia po przyjęciu, późniejszym popołudniem, złe samopoczucie Tymka powróciło. W nocy Jego temperatura ciała przekraczała 39 stopni. Biedak był rozgrzany jak piec, wzięliśmy Go do swojego łóżka i głaskaliśmy, uspokajaliśmy, gdy budził się z krzykiem. Przestraszyłam się nie na żarty, pierwszy raz widziałam Go w takim stanie. Wczesnym rankiem wstaliśmy, zadzwoniłam do pracy, że nie przyjdę i po półgodzinnym wydzwanianiu do przychodni udało nam się zarejestrować do pediatry. Zabawne było, gdy Tymko sam wmaszerował do gabinetu! Toż to tak niedawno wnosiłam tam noworodka! Przebadany, zważony, obejrzany- diagnoza- ZĘBY! Zalecenie podawania paracetamolu w czopkach w razie gorączki i osłonowo kropelek. Syn marudził kolejne popołudnie, lecz noc była spokojna, cała przespana, bez temperatury. Rano przy ubieraniu Tymka zaobserwowałam wysypkę. Początkowo na brzuchu, wyraźne, czerwone kropki- mnóstwo! W ciągu dnia zaczęła się rozprzestrzeniać na plecy, głowę, twarz. Powiązałam to z jedzeniem. Od razu dzwoniłam do Mamy, żeby sprawdziła skład słoiczka, który dostał dzień wcześniej, gdyż była to nowość po 12 miesiącu. Ale nic nie wydało się podejrzane. I wtedy koleżanka z pracy, Mama dwójki chłopców zasugerowała, że to może być trzydniówka. Wszystko się zgadzało, trzy dni gorączki, biegunka i wysypka. Owszem, zbiegło się to z pojawieniem czwórki (nie kła, jak pierwotnie myślałam), lecz wszystkie objawy wskazują, że to trzydniówka. Kolejne dni Tymko spędzi w domu, dopóki wysypka nie zniknie. Na szczęście humor synkowy powrócił, nareszcie może pobawić się urodzinowym balonikiem i pełzać przez tunel, choć podchody do niego trwały ponad trzy dni.
synkowo
środa, 14 marca 2012
niedziela, 11 marca 2012
Przyjęcie.
Przygotowanie do przyjęcia trwały od wczesnego ranka. Strojenie, gotowanie, odbiór torta i kwiatów. Nerwy były, oj były. Szczególnie, gdy okazało się, że gerbery, które zamawiałam są różami, a tort Syna ozdobiony jest na różowo! Owszem, prosiłam o tort malinowy, ale nie pomyślałam, że będzie w różu! Uspokajała mnie moja Mama, słusznie przekonując, że to nic nie znaczące szczegóły. Przyjęcie rozpoczęło się o 15.00 obiadem jednodaniowym. Już w trakcie obiadu Tymek był dziwnie marudny, cały czas stękał, popłakiwał, co jest do Niego zupełnie niepodobne. Myślałam, że może jest zmęczony, nadmiar wrażeń, dużo ludzi. Postanowiliśmy podać tort, żeby jubilat miał okazję zdmuchnąć świeczkę. Tymek spisał się na medal, choć nie od razu się udało, po kilku próbach Synko pięknie poradził sobie z płomieniem. Poza tortem były też dwie blachy ciasta, które upiekła druga Babcia, co było grubą przesadą, bo wszyscy byli pełni, że hej! Niedługo po tym goście obsypali Tymka prezentami. Otrzymał:
-tunel do przechodzenia (hit! Tymko uwielbia się przeciskać i czołgać)
-pociąg Thomas the Tank- świecąci jak latarka i wydaje super dźwięki
-książeczkę „The very hungry Caterpillar” wraz z gąsienicą
-bluzę w czachy
-pidżamkę z motywem Hockey (ku uciesze Taty, wielkiego fana)
-kapcie Befado
-koszulkę Reserved
-swoje pierwsze Lego (które troszkę poczeka, chyba że Tata się pierwszy dorwie)
Tymek wyglądał coraz gorzej, był rozpalony, pojawiła się gorączka. Szybka diagnoza-ząb! Kieł, który próbuje się przebić. Zaaplikowałam Jemu Viburcol, żeby się tak biedak nie męczył. Dzięki czopkowi gorączka ustąpiła i Synko zasnął na godzinę. W tym czasie podaliśmy sałatki i zimne przekąski. Po drzemce stan Tymka niestety znów się pogorszył, cały czas go nosiliśmy, płakał, przytulał się i strasznie marudził. Gdy pojawiła się biegunka byłam już pewna, że to zęby. Jak na złość, dały się Jemu we znaki w tak ważny dzień. Po 20.00 Tymek zasnął, a my świętowaliśmy jeszcze przez dwie godziny. Synko przespał całą noc i obudził się w znakomitym humorze. Goście w ramach podziękowań otrzymali małe pudełeczka, w których była czekoladka i dwa różne zdjęcia Tymkowe w formacie portfelowym. Pierwsze urodziny uważam za udane, pomimo iż Jubilat zaniemógł. Takich sytuacji nie da się niestety przewidzieć, liczę na to, że za rok już w pełnym uzębieniu Tymek będzie w pełni sił!
Rok.
Rok temu zmieniło się moje życie. Rok temu zostaliśmy rodziną. Najpiękniejszy rok w moim życiu. Chciane i wyczekane dziecko to najcudowniejszy prezent od losu. Wszystkiego Najlepszego Synku!
czwartek, 8 marca 2012
Trzy.
To samo studio. Dwanaście miesięcy później. Trzy dni do roku. Czas refleksji.
www.zakladfotograficzny.com
www.zakladfotograficzny.com
Papier.
Dwa razy w tygodniu zaczynam pracę o 10 i Synko już wtedy nie śpi. Żeby się wykąpać muszę Go czymś zająć i tak było i tym razem.. Włożony do łóżeczka dostał książki i pięknie się nimi zajął. Matka nieświadoma niczego zdążyła nie tylko się umyć, ale i wklepać krem, nałożyć odżywkę na włosy, posegregować pranie i zadowolona, że Syn tak cichutko siedzi zajrzała tylko na moment do Jego pokoju. Dziwna cisza wydała się podejrzana, a zaciśnięta buzia jeszcze bardziej. Oczom moim ukazał się widok zupełnie wyrwanej z okładki książki i kawałki papieru. Sporo w nich było w buzi Tymka, który uścisk szczęki ma nieczego sobie, bo nieźle się namęczyłam, żeby je wyjąć. Zapewne już wcześniej sporo przeżuł i połknął! Synko lubuje się w papierze, gdy tylko dopadnie chusteczki higieniczne, to je zjada, ale nie pomyślałam, że może zeżreć książkę w twardej oprawie. Tym samym czytanie bez nadzoru już nie będzie miało miejsca.
Wczoraj Tymek zyskał dwóch nowych kuzynów w pierwszej linii. Ciocia Basia wydała na świat w 37tc. Jasia i Franka. Urodziła ich naturalnie, czym wzbudziła mój podziw. Gdy moja Mama powiedziała mi, że moja Bratowa płakała, gdy usłyszała, że urodziłam, byłam zdziwiona. Gdy ja dowiedziałam się, że Basia urodziła, oczy zaszły mi łzami i zrozumiałam, że matczyna solidarność ma ogromną moc. Przypomina się nam własny poród i wszystkie emocje z nim związane. Niezapomniane i najcudowniejsze emocje.
poniedziałek, 5 marca 2012
Sześć.
Pozostało sześć dni do urodzin Tymka i jestem coraz bardziej podekscytowana. Wszystkie ozdoby kupione, menu ułożone, tort zamówiony. Synko przeszedł kilka lekcji zdmuchiwania świeczki i robi to w tak komiczny sposób, że boki zrywam. Początkowo patrzył w płomień jak zahipnotyzowany, później próbował zdmuchiwać nosem, a po kilku dniach nareszcie załapał, żeby nabrać trochę powietrza. Cieszę się na ten dzień, na spotkanie z rodziną i przyjaciółmi. W niedzielę o 16.40 przytulę mocno Synka i pewnie się wzruszę, choć na pewno nie tak jak wtedy, gdy położono mi go na piersi i nie mogłam opanować płaczu szczęścia.
piątek, 2 marca 2012
Zboczenie zawodowe.
To tak już chyba jest, że z racji wykonywanych przez nas zawodów jesteśmy bardziej przeczuleni na pewnych punktach. Czyż nie jest tak, że dentysta zawsze patrzy na zęby innych, a mechanik przy okazji otwiera maski samochodów znajomych, żeby tylko zerknąć? Myśląc o Tymku jako o uczniu, zastanawia mnie kilka rzeczy. Jakim wtedy będę rodzicem? Czy sama będąc belfrem będę zadowolona z pracy innych belfrów uczących Jego języka obcego? Czy zboczenie zawodowe, które na co dzień nieodłącznie mi towarzyszy będzie wkradać się także w Jego szkolne życie? Czy widząc, że ktoś popełnia jakiś błąd, na przykład w wymowie, na punkcie której mam hopla będę w stanie zagryźć zęby i nie interweniować? Bo przecież tak łatwo nauczyć się z błędem, a tak trudno to później wykorzenić. Coraz częściej zdarza mi się mówić do Syna po angielsku, od kiedy stał się komunikatywny widzę, że reaguje i nasłuchuje. Najlepiej wychodzi nam Timothy, come here lub stop shouting, gdy nie może czegoś dostać :) Na hasło kiss całuje mnie w usta, czym rozczula Matkę swą do granic możliwości. Do pół godziny dziennie oglądamy Baby TV po angielsku, gdzie lecą głównie piosenki, do których Synko tańczy, a my z Tatą przyśpiewujemy, bo znamy je już na pamięć. Flashcards zakupione w Paperchase z myślą o „moich” 5 latkach zostały przejęte przez Syna. Rozrzuca je, przekłada, nosi i ma przy tym radości co niemiara. Będziemy się uczyć przez zabawę. Bo im wcześniej, tym lepiej. Widzę to po swoich uczniach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















